sobota, 16 listopada 2013

Od Rose C.D. Sary

O co chodzi? Jestem na boniach z małą krukonką, już mam się z nią droczyć o jej różdżkę znalezioną na korytarzu, a tu nagle BUM! I pojawiają się dementorzy!
-Oddaj różdżkę! Szybko! Musimy spróbować wyczarować patronusy!- krzyczy dziewczyna, a ja nic nie mówiąc podaje jej żądany przedmiot. Jeszcze nigdy nie udało mi się zrobić patronusa... ja... Ogarnia mnie rozpacz, tracę świadomość, a dementorzy są coraz bliżej. Jest ich około 3-4. Nieważne... Po co ja żyję? Niech wyssają mi duszę, nie chcę więcej koszmarów o bracie. Nie! Nie mogę się poddać. Widzę jak krukonka próbuje wyczarować niewyraźne, małe.. coś. Chwila, jakie to było zaklęcie? Wiem!
-Experto patronum!- wrzeszczę, ale nic się nie dzieje. Już mam ochotę się rozpłakać, ale moja podświadomość każ mi spróbować jeszcze raz., tym razem przy użyciu.. dobrych wspomnień. Ale skąd ja... Patrzę na pierwszoraoczniaka- nadal próbuje, ale rozpłakała się, coraz słabsze światło wydostaje się z jej różdżki. Przypomniało mi się coś szczęśliwego. W tamtym roku bardzo przeżyłam śmierć dziadka, jedynego członka rodziny który mnie rozumiał, i wtedy pojawiła się Elena z pocieszeniem. To ona jest moim szczęśliwym wspomnieniem!
-Experto patronum!- z końca mojej różdżki popędził ku dementorom srebrno- niebieski lis i przegonił ich na cztery strony świata. Jednak jeden nie wiadomo jak, nadal zbliżał się do krukonki, która stała teraz oszołomiona, nadal próbując wypowiedzieć zaklęcie.

(Sara?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz