Parę dni po okropnym koszmarze z udziałem mojego brata wszystko wróciło
do normy. Właśnie idę na lekcję eliksirów gdy nagle potykam się o jakiś
mały przedmiot. Tłumię ból wydając tylko cichy jęk. Jednak i tak
zwróciłam na siebie uwagę. Wściekła na cały świat wstaję i otrzepuję
się, zauważając przy tym to, o co się potknęłam- to różdżka. To chyba
jakiś żart.. Co za idiota gubi swoją największą broń? Przedmiot bez
którego nie obejdzie się żaden młody czarodziej?
-Ej! Kto zgubił różdżkę?- wołam na cały korytarz, bardzo zirytowana i
obolała. Nie słyszę odpowiedzi, więc po prostu idę na lekcję z cudzą
różdżką.
Po południu, w czasie obiadu( na który nie zawsze mam ochotę)
przechadzam się po szkolnych błoniach. Spaceruję spokojnym krokiem,
wiedząc, że jestem tu sama. I tak ma być. W rękach bawię się znalezionym
przedmiotem, nie myśląc nawet, że ktoś teraz rozpaczliwie jej szuka.
Nagle z prawej strony dostrzegam jakiś zarys. To człowiek? Tak, to jakiś
uczeń. Co on tu robi? W pewnym momencie z niewiadomych przyczyn biegnę w
stronę najbliższego drzewa, śmiejąc się sama z siebie. Postać zmierza w
moim kierunku, widocznie się uśmiechając.
(Ktokolwiek?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz