niedziela, 3 listopada 2013

Od Rose

Parę dni po okropnym koszmarze z udziałem mojego brata wszystko wróciło do normy. Właśnie idę na lekcję eliksirów gdy nagle potykam się o jakiś mały przedmiot. Tłumię ból wydając tylko cichy jęk. Jednak i tak zwróciłam na siebie uwagę. Wściekła na cały świat wstaję i otrzepuję się, zauważając przy tym to, o co się potknęłam- to różdżka. To chyba jakiś żart.. Co za idiota gubi swoją największą broń? Przedmiot bez którego nie obejdzie się żaden młody czarodziej?
-Ej! Kto zgubił różdżkę?- wołam na cały korytarz, bardzo zirytowana i obolała. Nie słyszę odpowiedzi, więc po prostu idę na lekcję z cudzą różdżką.
Po południu, w czasie obiadu( na który nie zawsze mam ochotę) przechadzam się po szkolnych błoniach. Spaceruję spokojnym krokiem, wiedząc, że jestem tu sama. I tak ma być. W rękach bawię się znalezionym przedmiotem, nie myśląc nawet, że ktoś teraz rozpaczliwie jej szuka. Nagle z prawej strony dostrzegam jakiś zarys. To człowiek? Tak, to jakiś uczeń. Co on tu robi? W pewnym momencie z niewiadomych przyczyn biegnę w stronę najbliższego drzewa, śmiejąc się sama z siebie. Postać zmierza w moim kierunku, widocznie się uśmiechając.

(Ktokolwiek?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz