czwartek, 28 listopada 2013

UWAGA

Odchodzę z bloga! Jeśli ktoś chce przejąć ode mnie Hogwart to proszę się zgłosić. Jeśli nie to w niedzielę blog zostanie usunięty!

czwartek, 21 listopada 2013

Od Jade C.D. Alicii

Byłam w ciężkim szoku. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Pośpiesznie oddaliłam się. Jeśli ma mnie dość to proszę bardzo. Nie będę się z nikim kłócić. Ale nie ukrywam, że było mi przykro.

(Kto dokończy?)

sobota, 16 listopada 2013

Od Rose C.D. Sary

O co chodzi? Jestem na boniach z małą krukonką, już mam się z nią droczyć o jej różdżkę znalezioną na korytarzu, a tu nagle BUM! I pojawiają się dementorzy!
-Oddaj różdżkę! Szybko! Musimy spróbować wyczarować patronusy!- krzyczy dziewczyna, a ja nic nie mówiąc podaje jej żądany przedmiot. Jeszcze nigdy nie udało mi się zrobić patronusa... ja... Ogarnia mnie rozpacz, tracę świadomość, a dementorzy są coraz bliżej. Jest ich około 3-4. Nieważne... Po co ja żyję? Niech wyssają mi duszę, nie chcę więcej koszmarów o bracie. Nie! Nie mogę się poddać. Widzę jak krukonka próbuje wyczarować niewyraźne, małe.. coś. Chwila, jakie to było zaklęcie? Wiem!
-Experto patronum!- wrzeszczę, ale nic się nie dzieje. Już mam ochotę się rozpłakać, ale moja podświadomość każ mi spróbować jeszcze raz., tym razem przy użyciu.. dobrych wspomnień. Ale skąd ja... Patrzę na pierwszoraoczniaka- nadal próbuje, ale rozpłakała się, coraz słabsze światło wydostaje się z jej różdżki. Przypomniało mi się coś szczęśliwego. W tamtym roku bardzo przeżyłam śmierć dziadka, jedynego członka rodziny który mnie rozumiał, i wtedy pojawiła się Elena z pocieszeniem. To ona jest moim szczęśliwym wspomnieniem!
-Experto patronum!- z końca mojej różdżki popędził ku dementorom srebrno- niebieski lis i przegonił ich na cztery strony świata. Jednak jeden nie wiadomo jak, nadal zbliżał się do krukonki, która stała teraz oszołomiona, nadal próbując wypowiedzieć zaklęcie.

(Sara?)

piątek, 15 listopada 2013

Od Sary C.D. Rose

Jesienna trawa szarzy się na błoniach. Zaczyna robić się zimno, ale nie mam wyjścia – muszę odnaleźć różdżkę. Na szczęście przed południem mieliśmy tylko podwójne zielarstwo i znienawidzone eliksiry, więc obyło się bez magii. Ale teraz, po przerwie obiadowej, nieuchronnie nadejdzie transmutacja. Bez różdżki ani rusz. Idąc, dostrzegam rudowłosą dziewczynę. Na mój widok chowa się za drzewem. To Ślizgonka. No cóż, może znalazła jakąś różdżkę. Uśmiecham się niepewnie i ruszam ku niej.
- Hm, cześć – zwracam się do niej. - Nie znalazłaś może gdzieś w pobliżu różdżki? Jedenastocalowej. Z cisu.
Patrzy na mnie z rozbawieniem.
- Może być taka?
Mrugam ze zdziwieniem, gdy wyciąga moją różdżkę.
- To ona! Dzięki. Gdzie ją...
Lecz nim zdążyłam dokończyć zdanie, ogarnął nas dziwny chłód.
- Co do... - zaczyna Ślizgonka.
Ale teraz już obie widzimy co się dzieje. Dementorzy. Niebo ciemnieje, zrywa się wiatr.
- Co się dzieje?

(Rose?)

niedziela, 3 listopada 2013

Od Rose

Parę dni po okropnym koszmarze z udziałem mojego brata wszystko wróciło do normy. Właśnie idę na lekcję eliksirów gdy nagle potykam się o jakiś mały przedmiot. Tłumię ból wydając tylko cichy jęk. Jednak i tak zwróciłam na siebie uwagę. Wściekła na cały świat wstaję i otrzepuję się, zauważając przy tym to, o co się potknęłam- to różdżka. To chyba jakiś żart.. Co za idiota gubi swoją największą broń? Przedmiot bez którego nie obejdzie się żaden młody czarodziej?
-Ej! Kto zgubił różdżkę?- wołam na cały korytarz, bardzo zirytowana i obolała. Nie słyszę odpowiedzi, więc po prostu idę na lekcję z cudzą różdżką.
Po południu, w czasie obiadu( na który nie zawsze mam ochotę) przechadzam się po szkolnych błoniach. Spaceruję spokojnym krokiem, wiedząc, że jestem tu sama. I tak ma być. W rękach bawię się znalezionym przedmiotem, nie myśląc nawet, że ktoś teraz rozpaczliwie jej szuka. Nagle z prawej strony dostrzegam jakiś zarys. To człowiek? Tak, to jakiś uczeń. Co on tu robi? W pewnym momencie z niewiadomych przyczyn biegnę w stronę najbliższego drzewa, śmiejąc się sama z siebie. Postać zmierza w moim kierunku, widocznie się uśmiechając.

(Ktokolwiek?)

poniedziałek, 28 października 2013

Od Alicii C.D. Jade

- Myślę, że powinnam się trzymać od Ciebie z daleka - powiedziałam ponuro
- Co?! Czemu?! - na twarzy Jade odmalował sie szok
- Bo to przeze mnie zostałaś zaatakowana - wyjaśniłam
- O czym ty mówisz?
Nie odpowiedziałam tylko pociągnęłam Jade do pustej klasy.
- Moja mama jest przywodczynią Śmierciożerców - wyznałam, a Gryfina cofnęła się zdumiona i przestraszona - Ja nie jestem Śmierciożercą i nigdy nie będę - uspokoiłam ją - Jednakże moja mama nie może się pogodzić, że do niej nie dołączyłam i nie będzie miała komu przekazać swojej władzy. Próbuje mnie przekonać na rożne sposoby, a ten bogin był pewnie jednym z nich. Mama muogła chcieć cię skrzywdzić dlatego, że się ze mną kolegujesz no i bo twój dziadek był w Zakonie Feniksa.

(Jade?)

Od Eleny

Właśnie zjadłam śniadanie i miałam iść do biblioteki, gdy nagle ktoś na mnie wpadł. Wszystkie książki, które trzymałam w ręku rozsypały się po całym korytarzu.
- Co robisz?! Uważaj trochę! – mówię zdenerwowana nawet nie patrząc z kim się zderzyłam. Unoszę wzrok i widzę rudowłosą dziewczynę, sądząc po kolorze krawatu, z Ravenclav’u. Nawet mnie nie usłyszała kiedy próbowała pozbierać moje książki. Już nie jestem na nią zła. – Yyy… Hej! Jestem Elena. Pomogę ci. – Próbuję nawiązać rozmowę i pomagam jej pozbierać książki.
- Hej! – Krukonka wyrwała się z zamyślenia. – Jestem Lily, ale mów mi Rudawka albo Lilka. – dodała z uśmiechem i przy pomocy czarów podała mi stosik książek – Przepraszam, ale właśnie wybieram się do biblioteki i nie chcę się spóźnić, więc: do zobaczenia! – dziewczyna pobiegła w stronę biblioteki, a ja, przypominając sobie co miałam zrobić, udałam się w ślad za nią.
(Lily?)