sobota, 12 października 2013

Od Alberto C.D. Alicii

- Nic jej nie bedzie, nie bój się- powiedziałem uspokajającym głosem. Na moim ramieniu usiadł świetlisty feniks-patronus . Pogłaskałem go czule. Alicia nie odstepowała swojej siostry ani na krok. W końcu podeszła pani Pomfrey . Zabrała nieprzytomną Katrine do skrzydła szpitalnego. Dziewczyna długo patrzyła długo w strone w którą powędrowała pielęgniarka. Po jej bladym policzku spływała łza.
-Jak... jak to się stało?- wyszeptała z przejęciem
- Nie wiem... to straszne!
-Muszę iść do siostry!
-Lepiej nie, powinna odpocząć . To co ją spotkało musiało być na prwdę potworne...
- Muszę tam póść!!!- zawołała z czystą w głosie. Złapałem ją za ramię. Próbowała mi sie wyrwać, ale trzymałem ją mocno. W ońcu upadła na ziemnie płacząc. Pomogłem jej wstać. Przez łzy powiedziała;

<co powiedziałać Alicio?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz