piątek, 11 października 2013

Od Alicii C.D. Alberto

- Czy…? – Zaczęłam, ale w tym momencie coś przykuło moją uwagę – Widziałeś to?! – Krzyknęłam, wychylając się z okna
- Uważaj, bo wypadniesz – chłopak złapał mnie w pasie i delikatnie odsunął – Co miałem widzieć?
- Tam są dementorzy! – Krzyknęłam wskazując szkolne błonia
- Co…?! – Teraz to Alberto wychylił się z okna – Co oni tu robią? – zapytał zszokowany – Myślałem, że mają zakaz…
- Ja też – powiedziałam poddenerwowana, po czym pociągnęłam go za rękę – Chodź, musimy zobaczyć, co tam się dzieje!
Wybiegliśmy na zewnątrz i skierowaliśmy się na błonia. Była tam już chyba cała szkoła! Łącznie z profesor McGonagaill i….
- Katrina! – krzyknęłam, widząc mały, jasnowłosy kształt skulony w samym środku kręgu dementorów. Chciałam podbiec do siostry i ją stamtąd zabrać, ale powstrzymał mnie Alberto.
Byłam przerażona i wściekła, ale w tym drugim górowała nade mną dyrektorka, która z rozwianymi włosami i morderczym spojrzeniem wyganiała dementorów poza teren szkoły. Nie bardzo jej to szło, więc zwróciła się do zebranych:
- Wszyscy, którzy umieją przywołać Patronusa, do dzieła!
Bardzo chciałam pomóc siostrze, więc jak na komendę wyciągnęłam różdżkę i razem z nauczycielami i częścią uczniów krzyknęłam:
- Expecto Patronum!
Z mojej różdżki wystrzeliła srebrna wilczyca, która pognała w kierunku wroga i razem z innymi naparła na dementorów. Potwory natychmiast zaczęły się wycofywać. Po kilku minutach błonia całkiem opustoszały.
Podbiegłam do siostry i uklękłam przy niej zatroskana. Mała była nieprzytomna, co mnie w sumie nie dziwiło. Wiedziałam, jakie wspomnienia wywołały w niej te potwory i na samą myśl przeszedł mnie dreszcz. Podskoczyłam, czując czyjąś dłoń na ramieniu…
(Albert?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz