Wstałem i zacząłem się przyglądać. Nagle wybuchłem śmiechem
- Czemu się śmiejesz? - spytałą lekko wystraszona dziewczyna
- To Fortis - powiedziałem - Mój pies
- Co on tam robi?
- Wdał się w pana, gnębi nową ofiarę, czyli twoją sowę - zaśmiałem się wskazując na sowę siedzącą na gałęzi i skaczącego Fortisa
- Głupki - powiedziała pod nosem
- Bez przesady - powiedziałem - Chodź - pociągnąłem jąw stronę chaty Hagrida
- Co tutaj robimy? - spytała
- Hagrid miał dla ciebie jakąś ważną sprawę
Zapukaliśmy, lecz nikt nie otwierał. Usłyszeliśmy jakiś szelest w Zakazanym Lesie
- Ciekawe co to.. - nie dokończyłem bo Lily mi przerwała
- Nawet nie próbuj - zastrzegła
- Trzeba to sprawdzić - powiedziałem idąc w kierunku drzew
- Nie idź tam, zaraz w coś się wpakujesz
- To chodź ze mną wtedy mnie przypilnujesz - zaśmiałem się - Lub zostań i zaczekaj
Poszedłem kilka kroków, w końcu Lily dołączyła do mnie
- Boisz się? - zapytała
- Nie, czego miałbym się bać?
- Nie wiem, może dementorów, śmierciożerców , wilkołaków i innych....
- Tu ich nie ma - powiedziałem
Usłyszeliśmy kolejny szelest, dość blisko nas. Lily szła cały czas za mną
- Fortis! - zagwizdałem
Zza drzewa wyskoczył czarnobiały pies i przybiegł do nas
- Oto twój wilkołak - powiedziałem
- Skąd możesz wiedzieć że ich tu nie ma
- Jeśli by były to na pewno gdzieś głębiej lasu - wyjaśniłem - Przychodziłem tu z kolegami od czasu do czasu by ich poszukać lecz zawsze wracaliśmy z niczym, rzecz jasna nikt o tym nie wiedział, chyba że ty byś powiedziała - spojrzałem się na nią a ona tylko pokręciła głową w milczeniu.
- I dobrze - dodałem - I tak każdy się na mnie patrzy jak bym nie wiem co im zrobił - Pewnie wkurzają się za te odjęte punkty za bójkę - wzruszyłem ramionami
- Chyba masz więcej wrogów niż przyjaciół - powiedziała
- Mylisz się, każdy kto jest wrogiem jest moim najlepszym przyjacielem - powiedziałem ale pewnie i tak tego nie zrozumiała
- Daleko jeszcze idziemy?
- Jeszcze kilometra a co ? Zmęczona czy się boisz? - zażartowałem
Po tych słowach zobaczyliśmy stado centaurów. Zamilkliśmy i schowaliśmy się za drzewo
- I co teraz? - zapytała
- Nic, odejdziemy w spokoju - szepnąłem
- Nie tak prędko - przemówił głos za plecami
Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy jednego z centaurów
- Czego chcecie? - zapytał nieprzyjemnym głosem
- Naprawdę niczego - odezwała się o chrypniętym głosem Lily - Tylko... spacerowaliśmy
Nie czekając ani chwili pociągnąłem za rękę dziewczynę i zaczęliśmy uciekać. Centaury się chyba naprawdę wkurzyły bo ruszyły naszym śladem wygwizdując. Nie są zbyt przyjazne, a w szczególności do mnie kiedy rok temu jednemu z nich zawiązaliśmy kokardkę na ogonie i spletliśmy ogony
-Musimy sie gdzieś schować - powiedziałem szybko popychając Lily w prawo gdzie była skała za którą mogliśmy się chwilowo skryć. Gdy niebezpieczeństwo na chwilę się oddaliło ruszyliśmy z powrotem biegnąc ile sił w nogach. Dobiegliśmy do końca lasu i wypadliśmy na polanę obok chaty Hagrida. w tym samym czasie wyszedł Hagrid. Zauważył nas i podszedł bliżej
- Czego tu szukacie? - zapytał - A ty chyba miałeś zakaz kręcenia się przy lesie chyba że na lekcji - powiedział patrząc na mnie srogą miną
- Tak jakoś wyszło - wzruszyłem ramionami łapiąc powietrze
- Żeby to już było ostatni raz, bo będę zmuszony zgosić to do dyrekcji - powiedział - A teraz chodźcie - zaprosił nas do siebie
Weszliśmy do środka, a Hagrid zaparzył herbatę
- To czegoś cie szukali w tym lesie?
- Niczego, tylko tak sobie spacerowaliśmy - powiedziałem
- Ty tu mi się nie odzywaj, znam twoje wymówki
- Usłyszeliśmy jakiś szelest i.. - zaczęła Lily
- Musieliście to sprawdzić? - zapytał
- Tak, to znaczy ja chciałem ale w końcu Lily poszła ze mną- powiedziałem - A te centaury wkurzyły się bez powodu...
- Centaury? - podniósł głos - Mogliście zginąć - powiedział lekko zdenerwowany
- Ale jednak żyjemy i wszystko jest po staremu - powiedziałem - Nie wejdziemy już do lasu, Daję słowo - uśmiechnąłem się - To my już idziemy, robi się późno - spojrzałem w okno gdzie nastał późny wieczór
Zanim Hagrid zdążył coś powiedzieć ja złapałem za rękę Lily i wyszliśmy z chatki. Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w stronę zamku. Na szczęście nikt nas nie nakrył jak przechodziliśmy przez bramę
- Podobał się wieczór? -zapytałem z uśmieszkiem na twarzy - Mogę ci zapewnić taki codziennie
(Lily?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz