wtorek, 17 września 2013

Od Danny'ego

 - Danny - usłyszałem dziwne szepty za sobą. Odwróciłem się lecz nikogo nie zobaczyłem. Byłem sam w Zakazanym Lesie. Był późny zimny wieczór, mgła robiła się coraz gęstsza. Biegłem jeszcze kilka metrów aż stanąłem. Ciągle towarzyszyło mi dziwne uczucie że ktoś za mną jest. Znów usłyszałem szmery w krzakach
- Kto tu jest! Pokaż się! - krzyczałem lecz nikt się nie odezwał
Odwróciłem się w stronę którą biegłem i zauważyłem wysoką zakapturzoną postać. Mężczyzna miał czarną pelerynę i trzymał w dłoni różdżkę. Nic więcej nie zobaczyłem gdyż kaptur rzucał cień na twarz postaci
- Kim jesteś? - wyszeptałem rozglądając się dookoła
- Nieważne kim jestem - odpowiedział wydychając powietrze a z ust wyleciała para - Ważne że ty przybyłeś
- Ja? - zdziwiłem się cofając się o krok do tyłu
- Ty - powtórzył  - Przybyłeś by mi służyć - powiedział podchodząc bliżej i łapiąc mnie mocno za ramię
- Nie będę.. - urwałem
- Będziesz mi służył lub zginiesz - usłyszałem szept
Padłem na ziemię zwijając się z bólu
- Avada kedvra - wymówił głośno zaklęcie, po czym ogarnęła mnie ciemność

- Nie ! - krzyknąłem budząc się ze snu cały zalany potem. Ręce mi drżały i nie mogłem się opanować. Oparłem się na łóżku i rozejrzałem po pokoju. Wszyscy spali. Zerknąłem na zegarek była już druga. Cięgle męczą mnie te przeklęte koszmary. Nie mogąc już zasnąć wstałem i ubrałem się. Wyjrzałem przez okno. Ciemne chmury zasłoniły jasny księżyc. Usiadłem na łóżku i chwilę posiedziałem. Po chwili zabrałem się do czytania książki by jakoś zwalczyć tą okropną nudę. Książka opowiadała o pewnym czarodzieju i jego historiach. Muszę przyznać że trochę mnie wciągnęła.  Rankiem postanowiłem trochę się przejść i przemyśleć kilka spraw które nie dawały mi spokoju od kilku dni. Po śniadaniu poszedłem na zewnątrz. Położyłem się pod jednym drzewem i uciąłem sobie drzemkę, gdyż właśnie miałem mieć zielarstwo. Obudziły mnie śmiechy. Otworzyłem oczy i zobaczyłem nad moją głową Lily z koleżankami
- Co tu robicie? - spytałem z poważną miną
- Nic Danny, też sobie leniuchujemy
- Ja nie leniuchuje - powiedziałem - Ja myślę
- Ty myślisz? - powiedziała jakaś dziewczyna i od razu spiorunowałem ją wzrokiem.
- Tak, czasami mi się zdarza myśleć - syknąłem lekko wkurzony
Podniosłem się z trawy i zacząłem iść w kierunku zamku
- Dziwne - powiedziała Lily i podbiegła do mnie - Dobrze się ty czujesz? - zapytała jakby z przejęciem
- Czuję się świetnie - odparłem
- Odszedłeś bez żadnych docinków i głupich uwag? - zapytała
- Teraz nie mam czasu - powiedziałem i poszedłem w stronę sali z eliksirami
Do końca dnia nie działo się nic szczególnego, chyba żeby zaliczyć wpadkę profesora od eliksirów gdy pomylił ogon jaszczurki ze smoczym tchem. Powoli robił się wieczór. Słońce znikało za horyzontem a Hogwart powoli cichł. Postanowiłem się wybrać do Zakazanego Lasu, wiem, to dziwny pomysł łażenia tam w nocy, ale miałem dziwne wrażenie że powinienem tam właśnie się wybrać. Jak jakaś niewidzialna siła ciągnie mnie do lasu. Po kilku minutach znalazłem się w lesie. Powoli zagłębiałem się coraz dalej, a las robił się coraz ciemniejszy, a mgłą coraz gęściejsza . Dokoła mnie słychać były szmery i hałas jakiś istot. Miałem nadzieję że nie są te stuknięte Centaury. Przeszedłem jeszcze kilka metrów i rozejrzałem się dookoła. To miejsce było mi dobrze znane. Tak, to było to samo które mi się śniło.  Moje serce zaczęło bić mocniej a  całe ciało zalała fala gorąca. Wyciągnąłem różdżkę by móc się bronić przed czymś co miało by nastąpić. Moje ręce drżały i z trudem trzymałem różdżkę przed sobą
- Danny - usłyszałem szept i poczułem czyjąś rękę na ramieniu
Odwróciłem się i zobaczyłem Patricka, swojego starszego brata. Stał obok mnie z uśmiechniętą jak zwykle twarzą. W prawej dłoni trzymał różdżkę z czarnej winorośli.
- Czego chcesz? - zapytałem przełykając ciężko ślinę
- Czemu się od razu denerwujesz - powiedział - Mnie się nie musisz bać - powiedział spokojnym głosem
- Przecież obaj wiemy że nie przychodzisz sobie tutaj tak po prostu - powiedziałem starając się opanować
- Dobrze myślisz - powiedział i przeszedł z przodu
- To czego chcesz? - zapytałem zniecierpliwiony
- Ja nic, ale chciałbym ci kogoś przedstawić - powiedział
Jednym zaklęciem odebrał mi różdżkę
- Incarceous
- Co robisz? - zapytałem gdy nie mogłem się ruszyć a szorstki sznur krępował mi ręcę
- Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie - warknął - Idź
Zaczął mnie popychać jeszcze głębiej w stronę lasu. Co chwila odwracałem się by sprawdzić czy on wciąż za mną idzie. Po chwili zatrzymaliśmy się
- Już jesteśmy panie - powiedział śmiałym głosem
- Dobrze
Nagle z ciemnego lasu wyszła czarna zakapturzona postać, mężczyzna. Szedł powoli cicho stąpając po gałęziach nie robiąc hałasu. Gdy był wystarczająco blisko zatrzymał się. Patrick ukłonił się prawie do samej ziemi i zaczął szeptać bym też tak zrobił, lecz nie miałem najmniejszego zamiaru kłaniać się jakiejkolwiek osobie.
- Imperio - powiedział a moje ciało stało się bezwładne wykonując skłon
- Witaj Danny - powiedział - Mam dla ciebie propozycję
- Wiem jaką - powiedziałem - Moja odpowiedź brzmi NIE
- Zaczekaj - powiedział
Nagle wokół nas zebrało się kilka postaci w czarnych pelerynach
- Może to pomoże ci wybrać słuszną decyzję - powiedział
- Myślisz że tym mnie wystraszyłeś? - zacząłem się śmiać - Jesteś śmieszny
- naucz tego chłopaka manier - zwrócił się do Patricka
- Tak jest - ukłonił się i wyjął swoją różdżkę
- Prędzej - powiedział po chwili zwlekania
- Oczywiście - spojrzał mi się w oczy a po chwili odwrócił wzrok - Crucio !
Padłem na ziemię wijąc się z bólu
- Czy przyłączysz się do nas ? - zapytał po raz kolejny
- Nie - powiedziałem
- Może już starczy - powiedział Patrick
- Milcz, nie kazałem przerywać. Niedługo będzie błagał o to by mógł dołączyć do mnie lub zginie
Zamknąłem oczy i próbowałem sobie wyobrazić coś przyjemnego, lecz nic takiego nie przychodziło. W domu rzadko widywałem się z rodzicami, bo byli zbyt zajęci swoimi sprawami. Pomyślałem o chwilach spędzonych w Hogwarcie, o przyjaciołach, których można by było zliczyć na palcach jednej dłoni, ale to zawsze coś. Pomyślałem o ostatnich dniach spędzonych z Lily i pakowanie się w kłopoty. Wszystko to było najlepszymi wspomnieniami .  Po kilku minutach Patrick przerwał i łapiąc mnie za bluzę podniósł do góry próbując postawić na nogi które uginały się pod moim ciężarem
- Czy zmieniłeś zdanie? - zapytał
Zacząłem się śmiać jak jakiś szaleniec lecz nie odpowiedziałem
- Może przyjdziemy jutro o tej samej porze wtedy może wszystko przemyśli - zaczął mnie bronić Patrick
- Ja nic już nie muszę przemyśl.. - urwałem bo w tym samym czasie brat zamknął mi usta
Zakapturzona postać spojrzała na mnie a po chwili kiwnęła głową i znikła we mgle z pozostałymi
- Radze ci zmienić zdanie, jutro masz zjawić się o tej samej porze w przeciwnym razie chyba wiesz co się stanie.. - powiedział brat oddając mi różdżkę i zostawiając mnie opartego o jakieś drzewo i znikł  za pozostałymi
Siedziałem w ciemności dotąd aż nie usnąłem. Usłyszałem szczekanie psa. Otworzyłem oczy i zobaczyłem Kła który od razu zaczął lizać mnie po ręku. Po chwili pojawiła się duża postać która zaczęła podchodzić bliżej. Zamknąłem oczy i z powrotem zanurzyłem się we śnie. Po kilku godzinach które zdawały mi się być tylko minutami się ocknąłem. Leżałem w skrzydle szpitalnym, w zamku. Po kilku chwilach podeszła do mnie któraś z pielęgniarek, następnie wyszła i wróciła z dyrektorką
- Co robiłeś w Zakazanym Lesie ? - powiedziała a słowa które wypowiadała zdawały wracać do mnie echem
- Niech pani nie krzyczy - powiedziałem przecierając oczy i podciągając się na łóżku by móc się oprzeć
- Odpowiesz mi na to pytanie? Dlaczego Hagrid przyniósł cię w nocy nieprzytomnego?
- Nie jestem w stanie podać odpowiedzi - powiedziałem
- W takim razie proszę liczyć na kolejną wizytę
- Jasne - powiedziałem pod nosem gdy opuściła to pomieszczenie
Za oknem zauważyłem że jest już popołudnie. Słychać było śpiew ptaków a promienie słoneczne wpadają przez okna.Odetchnąłem z ulgą opierając się o ścianę
- Kendrick - usłyszałem znajomy głos
- Witaj Marchewo - powiedziałem z uśmiechem na twarzy
- W co żeś się wpakował - podniosłą nieco ton
- To ciebie nie dotyczy - powiedziałem - ale jesteś strasznie śliczna jak się złościsz - zauważyłem
- Przestań - powiedziała poważnie - Sama dowiem się o co chodziło - powiedziała i wyszła tak szybko jak się zjawiła
- W to nie wątpię - powiedziałem
Do końca wieczoru zastanawiałem się co mam postąpić, chociaż żadnego wyboru nie miałem. Gdy wszyscy się porozchodzili a pielęgniarki gdzieś poszły wstałem z łóżka i zacząłem kroczyć w kierunku wyjścia ze skrzydła. Na drodze zobaczyłem pielęgniarkę. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć użyłem na niej zaklęcia Drętwoty i padła na ziemię. Wybiegłem niezauważalnie z zamku i pobiegłem w stronę Zakazanego Lasu
- Gdzie ty znowu biegniesz? - usłyszałem za sobą gruby głos gajowego
Zatrzymałem się i spojrzałem w kierunku skąd dochodził głos. On tylko pokręcił głową i na chwilę się odwrócił i ja zdążyłem już ruszyć w swoją stronę. Znowu pochłonęła  mnie ciemność lasu.
- Czekam! - krzyknąłem gdy dotarłem na miejsce -  Pokaż się tchórzu
- Po co krzyczysz - odezwał się czyjś głos i odwróciłem się do tyłu widząc dwie postacie
- Pan i jego piesek - powiedziałem z kpiną - Załatwmy tą sprawę szybko
- Czyli jednak chcesz do nas dołączyć, doskonale - powiedział
- Chyba mnie źle zrozumiałeś - powiedziałem
- Danny! - krzyknął Patrick - Nie bądź głupi
- Zamknij się - powiedziałem
- Jaka strata - powiedział czarodziej w czarnej pelerynie - Mogliśmy dokonać wielkich rzeczy...
- Chłopak nie wie co mówi - zaczął Patrick
- Nie jestem jakiś niepoczytalny, dobrze się zastanowiłem - odparłem - A więc się rusz bo nie zamierzał stać tu całą noc
- Avada Ke...
- Accio! - usłyszałem czyjś głos za sobą
To nie mogła być..
- Lily! - krzyknąłem - Co tu robisz?!
- Ratuję ci tyłek - powiedziała mierząc w nich różdżką
- Ale to i tak nie ma sensu  -powiedziałem
- Co ty wygadujesz? - zdziwiła się - Chodź tu prędko
Podszedłem do dziewczyny
- Nie mogę, e tak by mnie znaleźli, teraz zacznij biec, a ja ich tu zatrzymam ok? - powiedziałem szeptem
- Chyba żartujesz - powiedziała - Nie będę się gapić jak umierasz! - krzyknęła
- Crucio! - wypowiedział Patrick zaklęcie a dziewczyna padła na ziemię
- Co robisz idioto - podbiegłem do niego próbując zabrać mu różdżkę
- To jak będzie dołączysz do nas? - zapytał z uśmiechem na twarzy
Popatrzyłem na dziewczynę
- Zgoda - powiedziałem bez namysłu
Patrick schował różdżkę a ja podbiegłem  do Lily
- Nic ci nie jest?  - zapytałem pomagając jej wstać
- Nie - powiedziała cichym głosem
- Możesz iść? - spytałem a dziewczyna pokiwała głową - Zacznij iść w stronę zamku, zaraz dobiegnę
- Nie, nie zos...
- Rób co ci mówię ! - powiedziałem ostro
Zanim zdążyłem zrobić cokolwiek zjawiło się ministerstwo, a wraz z nim mój ojciec. Spojrzał w moją stronę i chciał coś powiedzieć lecz zrezygnował. Zanim zdążyli zareagować czarodziej razem z bratem się teleportowali.  Pozostali z ministerstwa również, zaczęli ich ścigać
- Tam jest Patrick- powiedziałem w stronę ojca a ten tylko kiwnął głową  - Wracajcie już do zamku - powiedział - I żebym więcej cię nie widział w Zakazanym Lesie oraz w towarzystwie Patricka - nagle za pomocą świstotlika znikł za resztą
- Chodź - powiedziałem trzymając Lily gdy ta opierała się o moim ramieniu
- Ała - jęknęła
- Co ci się stało?
- Moja kostka, musiałam sobie ją skręcić gdy tutaj biegłam
- Zaczekaj - powiedziałem
- Co robisz?
- Skoro ty uratowałaś mi życie, to ja się odwdzięczę trochę inaczej - wziąłem ją na ręce i zacząłem iść
- Oni  chcieli cię zabić - powiedziała po chwili milczenia
- Zdążyłem zauważyć - powiedziałem - Ale wiedziałem że mogę liczyć na ciebie - powiedziałem patrząc jej się w oczy
- A gdybym w zamku się nie dowiedziała że znaleziono cię W Zakazanym Lesie?
- To bym na pewno wąchał kwiatki od spodu - zaśmiałem się
- Ciebie to bawi? Mogliśmy zginąć
- Ale nam się udało - poprawiłem ją
Zaczęliśmy wychodzić z lasu. Niebo wciąż było czarne, jedynie księżyc mocno świecił.
- Muszę ci coś powiedzieć - powiedziałem niepewnie
- Tak? - zapytała
- Chodzi o to że. - nie dokończyłem bo dziwnie zaschło mi w gardle
Chciałem jej powiedzieć że jest piękna, że mi się podoba i że...się chyba w niej zakochałem, lecz jak zwykle zabrakło mi odwagi. Codziennie ją widuję i widzę jej uśmiechniętą twarz, jak zwykle się na mnie złości, gdy palnę coś głupiego. Podniosłem głowę do góry i spojrzałem na rozciągającą się czerń na niebie
- Danny? - zapytała czekając na moją odpowiedź
- Uff, dobra, przynajmniej mi nie uciekniesz gdy to powiem - wziąłem głęboki wdech i spojrzałem się jej w oczy - Ja się w tobie zakochałem - powiedziałem - Wiem co powiesz, ale nie miej mi tego za złe, po prosu musiałem to w końcu powiedzieć - odwróciłem wzrok w drugą stronę
(Lily?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz