-Niestety nie skorzystam-powiedziałam,wyrwałam mu swoją dłoń którą nadal trzymał, po czym odwróciłam się od niego i sama zaczęłam zmierzać w stronę schodów.
Niestety, długo się swoją samotnością nie nacieszyłam.
-Czemu się tak obrażasz?-spytał
-Może dlatego, że przez ciebie mogłam zginąć!-wrzasnęłam
-Ale żyjesz-powiedziałam
-Bo mieliśmy szczęście-powiedziałam niemal że warknęłam-a mi się zdaje czy ty przypadkiem nie powinieneś schodzisz do lochów?-spytałam gdy był za mną na pierwszym piętrze
-Odprowadzę cię-powiedział
Spiorunowałam go wzrokiem gdyż chyba dobrze widział że nie chciałam żeby za mną łaził,ale z drugiej strony to nawet miłe.Wreszcie doszliśmy do orła.
-Dziękuję ci za...-zamyśliłam się za co mu dziękować-za to że nie mam przez ciebie szlabanu ani nie wyleciałam ze szkoły
-Nie ma za co...To do zobaczenia jutro marchew-powiedział po czym zaczął schodzić.Podeszłam do orła a ten spytał.
-Co robimy żeby pudło było lżejsze?-spytał
-Y...dziury?-było to bardziej pytanie niż zdanie twierdzące ale orzeł tylko skinął głową.Po czym otworzył drzwi.Weszłam do PW a z niego do dormitorium dziewcząt.
-Padam z nóg-powiedziałam po czym padłam na łóżko.
Następnego dnia obudziła mnie sowa na mojej szafce nocnej.
-Co przyniosła-spytałam dziewczyny.
-Tylko gazetę-powiedziała dziewczyna
Podeszłam się przebrać po czym wróciłam i podeszłam do sowy."Prorok codzienny" leżał koło niej.Zaczęłam czytać gazetę.Nic ciekawego.Więc poszłam na śniadanie a z niego do biblioteki i znów na niego wpadłam.
-Dzień dobry Lily-powiedział ślizgon
-Nie-szepnęłam po czym szybko dodałam-Dobry Danny
<Danny?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz