sobota, 31 sierpnia 2013

Powrót

Witajcie znowu!
Moja rehabilitacja dobiegła już końca. Jestem w domu i znowu mogę z Wami być na blogu. Możecie już normalnie wysyłać do mnie swoje opowiadania i formularze, a ja będę je wstawiać jak tylko wejdę na komputer.
gulinek.16

Od Wiktorii CD Mellody

Przechodziłam przez korytarz , kiedy zobaczyłam na ziemi telefon . Miałam zamiar zanieść go do jednego z nauczycieli , żeby wygłosili komunikat , gdy zobaczyłam biegającą i widocznie szukającą czegoś dziewczynę . Podeszłam do niej :
- Hej zgubiłaś coś ? - zapytałam z lekkim uśmiechem
- Hej Tak , zgubiłam telefon - powiedziała zakłopotana
- Ten telefon - pokazałam jej telefon , który znalazłam
- Tak dzięki myślałam , że przepad . Jestem Mellody z domu Slytherin - oddałam jej telefon , a ona od razu go schowała do kieszeni
- Wiktoria z Gryffindoru

( Mellody ? )

Od Jaspers'a C.D Lily

Straszliwe nudy ,miałem nadzieje że jakoś to zleci .
Zacząłem bawić się skrawkiem papieru ,ale po dobrych 10 minutach znudziło mi się to zerknąłem na Lili która coś notowała ,wszyscy coś notowali .Więc zacząłem udawać że też niby coś notuje .Lekcje ciągnęła się w nieskończoność .Kiedy wreszcie lekcja dobiegła końca . wziąłem książki i podszedłem do lily

Od Mellody

To mój pierwszy tydzień w szkole, zajęcia są dość trudne ale bardzo ciekawe. Dzisiaj zaczął się weekend, więc znalazłam trochę czasu żeby wreszcie dokładnie zwiedzić szkołę.

Jest sobota 9.00, szykuje się piękny dzień. Zeszłam na dół do wielkiej sali gdzie czekało pysznie pachnące śniadanie. Usiadłam przy stole Ślizgonów razem z innymi pierwszorocznymi, nałożyłam na talerz 2 chrupiące i przypieczone tosty i posmarowałam jeden masłem, które od razu się roztopiło na gorącym jeszcze toście, a drugi polałam miodem, który obficie zaczął spływać z kawałka chrupiącego chleba, do szklanki wlałam sok pomarańczowy. Zaczęłam jeść śniadanie, po zjedzeniu stwierdziłam, że jestem cała w modzie i maśle więc poszłam do dormitorium się przebrać. Gdy skończyłam zaczęłam biec do sali wejściowej, aż tu nagle przede mną wyrósł jeden z Puchonów podajże niejaki James. Nie zdążyłam wyhamować i wbiegłam prost na niego. Pozbierałam się jak najszybciej umiałam i pobiegłam dalej.
-Przepraszam. -rzuciłam szybko przez ramie. Nie wiem czy była jakaś odpowiedz lub czy mnie w ogóle usłyszał. Zresztą nie zastanawiałam się nad tym, bo już pchałam wielkie drewniane drzwi i biegłam dalej przed zamek i gnałam prosto na błonia. Postanowiłam usiąść przy jeziorze. Usiadłam praktycznie przy samym brzegu jeziora i wtedy poczułam, że nie mam swojego telefonu, a przecież rano go na pewno
miałam. Wróciłam się do dormitorium tą samą drogą, którą biegłam ale nigdzie go nie było.




<Czy widział ktoś mój telefon będę wdzięczna za zwrot?>

Od Lily C.D. Danny'ego


-Szczerze..-powiedziałam-to aż taki zły straszliwie nie jesteś,nie to co twoi koledzy-mruknęłam ostatnie słowo pod nosem
-To czemu ciągle przed mną uciekasz?-spytał
-Ja...nie uciekam-zaprzeczyłam-tylko udaję się jak najdalej od ciebie żeby chodź na chwilę odetchnąć
Usiadłam na ziemi po czym zaczęłam patrzeć na jezioro.Nagle przed mną wylądowała moja sowa z listem w dziobie.Wzięłam list i schowałam go w kieszeni.Nagle coś wyskoczyło z wody.
<Danny?>

piątek, 30 sierpnia 2013

Od Danny'ego - C.D Remus'a

Szybko wstałem i spojrzałem na nich. Tego już za wiele -  pomyślałem. Strasznie się wkurzyłem. Podszedłem do chłopaka i podniosłem do góry za koszulkę
- Puść mnie ! - krzyknął
- Popłakałeś się dziecinko? - zapytałem odstawiając go na ziemię by nie przysporzyć sobie kłopotów
Chłopak nic nie odpowiedział tylko cofnął się o dwa kroki w milczeniu
- Tak myślałem - zaśmiałem się pod nosem wracając pod ścianę
Pomogłem Maxowi się podnieść. Wróciliśmy do dziewczyny która stała w osłupieniu patrząc sie na zajście
- Nie radził bym wymachiwać tą różdżką - powiedział rozzłoszczony Max ledwo powstrzymując złość
(Max ? Natalie? Remus?)

Od Danny'ego - C.D Lily

- No tak, wybacz - puściłem jej nadgarstek oglądając okolicę
- To po co tu przyszliśmy?
- Pooddychać świeżym powietrzem i cieszyć się życiem
- Cieszę się życiem, wtedy gdy ciebie  nie widzę - powiedziała idąc przed siebie
- Ale chyba nie jestem aż taki zły co nie? - powiedziałem doganiając ją
(Lily?)

Od Harry`ego C.D Chloe

-Jasne-uśmiechnąłem się
Poszliśmy do chatki Hagrida.
-Zajęcia są na skraju lasu-wyszeptała
-Ja tu...praktycznie mieszkam.Hagrid mnie znalazł i wychował.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała,tylko obróciła głowę w stronę Hagrida.
-O,widzę,że przyprowadziłeś koleżankę-zaczął rozmowę Hagrid.
-Tak...-podrapałem się po głowie
-Dziś zajęcia z chochlikami,masz Mayę?-zapytał
-Tak,zawsze.-powiedziałem,a zza moich pleców wyleciała *Maya
Dziewczyna lekko przestraszona podskoczyła.
-Dobra,bierzcie klatki z chochlikami i idziemy na zajęcia-powiedział i wziął dwie klatki.


{Chloe?}

*To jego zwierzątko,słucha się tylko jego...i to jego mała ochroniarka.

Od Lily C.D. Danny'ego

Z biblioteki ciągnął mnie przez całą szkołę aż na błonia.Słońce grzało a ja tylko spojrzałam na niego.
-Zadowolony?-spytałam
-Tak-odparł dumny z siebie
-To możesz już puść mi rękę-powiedziałam
<Danny?>

Od Remus cd. Natalie

Wgapiałem się w Puchonkę i stojących nad nią dwóch Ślizgonów ( jeden miał rozwalony nos).
-Nie twoja sprawa!- warknął jeden z nich.
-Właśnie wiewióro- dodał drugi. Zaczeli się rechotać. Spiorunowałem ich wzrokiem
-Stawiasz się?
-Tak a bo co?
-Uwierz mi nie chcesz z nami zadzierać
Zauważyłem jak dziewczyna wyjmuje różdżkę.
-Expelliarmus!- krzyknęła
Dwóch Ślizgonów poleciało do tyłu.

<NAtalie, Danny, Max, dokończcie>

Od George cd. Francesca

- Chyba złamałem nogę, a w ogóle to jestem George- powiedziałem.
- Mam na imię Francesca - odpowiedziała podając mi rękę. - Po za tym wpadłam na genialny pomysł. Może tak pojdziemy do skrzydła szpitalnego, bo nie wiem czy zauważyłeś, ale masz złamaną nogę!
Przeszedłem dwa kroki i upadłem.
- Chyba będziesz musiała mi pomóc- wzięła mnie pod ramię i poszliśmy w stronę zamku.
- Ile masz lat?- zapytałem
- A dlaczego pytasz?- odpowiedziała pytaniem
- Z ciekawości...
- 15, a ty?
- Też 15.
Doszliśmy do skrzydła szpitalnego.

<Francesca, dokończ>

Od Lily-c.d. Jaspers'a

-Jak widać-powiedziałam z uśmiechem
Jaspers w końcu był suchy ,a ja wreszcie rozczesałam włosy.Zaczęliśmy iść w stronę wierzy astronomicznej.Gdy do niej doszliśmy połowa uczniów już była.Nauczyciela przygotowywała teleskopy.
-Co dzisiaj będzie?-spytałam jakiejś dziewczyny
-Konstelacje-powiedziała
Po paru minutach już wszyscy się zebrali i rozpoczęła się lekcja.
-Dziś zajmiemy się konstelacjami,wie ktoś może co to konstelacja?-spytała
Moja ręka jak i ręce jeszcze 5 osób wystrzeliło w górę.
-Hm...może niech panienka Inmate odpowie-powiedziała
-Gwiazdozbiór inaczej konstelacja to grupa gwiazd zajmujących określony obszar sfery niebieskiej. Z czasem gwiazdy te połączono w symboliczne kształty i nadano im nazwy pochodzące z mitologii np. gwiazdozbiór Centaura, Cefeusza itp. Gwiazdy tworzące gwiazdozbiór nie są ze sobą zazwyczaj fizycznie związane, a ich bliskie położenie na niebie jest wywołane geometrycznym efektem rzutowania ich położeń na sferę niebieską.-skończyłam
-Bardzo ładnie-powiedziała-Jak wspomniała uczennica konstelacja to grupa gwiazd zajmujących określony obszar sfery niebieskiej.Może ktoś zna jakieś konstelacje?
-Pictor-odpowiedział ktoś
-Lynx i Canis Minor-podpowiedziała jakaś dziewczyna
-Andromeda i Strzała czyli z łaciny Sagitta-odpowiedział następny ktoś
<Jaspers?>

czwartek, 29 sierpnia 2013

Od Danny'ego C.D. Lily

- Co tak szybko wybiegłaś? - zapytałem ze śmiechem - Zobaczyłaś ducha?
- Gorzej - odpowiedziała odwracając się do stolika
- Przecież tylko żartowałem - powiedziałem podchodząc
- Czasami twoje żarty są chore
- Tak bywa - wzruszyłem ramionami
- Nie masz lepszego zajęcia niż.. - nie dokończyła
- Niż dręczenie ciebie? Nie, nie mam
- Ech.. -westchnęła - Przynajmniej się nie odzywaj
- Czemu..?
- Bo czytam..
- Znowu - zdziwiłem się
Miałeś być cicho
- Nie będziesz traciła tak pięknego dnia - powiedziałem zabierając jej książkę i odkładając na pierwszą półkę - Teraz idziemy na dwór pooddychać świeżym powietrzem - oznajmiłem łapiąc ją za rękę i ciągnąć za sobą w stronę drzwi
- Ale ja..
- Cicho, teraz ja coś mówię - uśmiechnąłem się otwierając drzwi
(Lily?)

Od Jaspers'a C.D Lily

-O nie nie nie -powiedziałam kręcąc przecząco głowom-Jeszcze mnie podpalisz-Powiedziałem i szeroko się uśmiechnąłem
Lily tylko wzruszyła ramionami i dalej rozczesywała włosy
A ja wyjąłem swoją różdżkę i zacząłem się zastanawiać jakby tu się wysuszyć .W końcu się poddałem ,Lily wyciągnęła różdżkę i wymamrotała jakieś zaklęcie
-Ależ ty mądra-Powiedziałem i się zaśmiałem

*Lily?*

Od Natalie cd. Max

Wyrwałam się się z rąk chłopaka i podbiegłam po książkę. Sięgnełam po książkę. Spojrzałam na chłopaka który śmiał się ze mnie. Gwałtownie się odwróciłam i nim chłopak zdążył zareagować przywaliłam mu pięścią w nos. Coś chrupnęło. Spojrzałam na drugiego chłopaka. Był zaskoczony.
-Ty też chcesz?- zapytałam złośliwie. Poczułam jak z tyłu ktoś mnie pchnął. Upadłam na podłogę.
-Co wy robicie?- usłyszałam głos

<Max? Danny? ?>

Od Francesca cd. George

-Jeśli możesz- poprosiłam.
-Akcja Papuga- rozpoczęta- powiedział z uśmiechem. Zaczął się wspinać. Papuga siedziała na cienkiej gałęzi. Spojrzała na chłopaka i odleciała wyżej. Chłopak zaklnął pod nosem i ruszył za nią. Gdy już miał ją złapać odleciała na moje ramie, skrzecąc. Chłopak zachwiał się i spadł. Upadł ze sporym hukiem. Podbiegłam do niego.
- Wszystko w porządku? Przepraszam cie za nią- powiedziałam.
Chłopak jęknął i powiedział:

<George?>

wtorek, 27 sierpnia 2013

Od Lily-c.d. Jaspers'a

Prychnęłam i wyjęłam różdżkę.
-Aquamenti-szepnęłam
Jaspers był cały mokry od stóp do głów.Teraz ja wybuchnęłam śmiechem.Wyglądał gorzej nisz ja.
-Teraz jesteśmy kwita?-spytałam niemal dławiąc się śmiechem
-Nie-burknął
Wzięłam szczotkę do włosów i zaczęłam czesać skołtunione włosy.
-I jak ja teraz pójdę na Astronomie?-spytał
-Normalnie-zaśmiałam się-ale zawsze mogę cię wysuszyć zaklęciem
<Jaspers?>

Od Jamesa C.D. Wiktorii

- Chodźmy.
Udaliśmy się w stronę zamku, a ja zamierzałem od razu udać się do dormitorium.
- No to co, to do zobaczenia?
- Tak, cześć.
Pożegnaliśmy się, a ja ruszyłem prosto do dormitorium. Miałem zamiar trochę się pouczyć.

Od Max'a C.D. Danny'ego

No dobra, czasu mam pod dostatkiem. Mogę poczekać.
- Co się stało? Może jednak przystaniesz na naszą wcześniejszą propozycję? - zapytałem.
- Nigdy, durnie! Oddawaj!
Dziewczyna rzuciła się w moją stronę, ale Danny ją złapał. Udawałem, że zrzucam książkę, ale postawiłem ją we wnęce w murze.
- Teraz to pożałujecie! - wrzasnęła dziewczyna.
Razem z Danny'm parsknęliśmy śmiechem.

(Danny, Nathalie?)

Od Georga

Przechadzałem się po szkolnych błoniach. Słuchałem śpiewu ptaków i przyglądałem się jak Hagrid karmi gumochłony. W penym momencie zauważyłem jak do wysokiego drzewa podbiega turkusowowłosa dziewczyna. Podszedłem do niej i zapytałem:
-Cześć, co robisz?
-Cześć!- odpowiedziała zaskoczona.- Papuga mi uciekła
-Aha... Papuga?
-Tak, coś w tym dziwnego?- zapytała lekko zdenerwowana.
-Nie, nie... Pomóc ci?

<Pomóc ci, Francesca?>

Od Lily C.D. Danny'ego

Zmarszczyłam nos.
-Nie zrobicie mi tego jeszcze raz-warknęłam
Koleżanki jak tarcza osłoniły mnie.
-Dziękuję ale znam się już trochę na niewerbalnych zaklęciach-powiedziałam szeptem
-Ale Drętwote umiesz?-spytała
Skinęłam głową i wyciągnęłam różdżkę.
-Lily tym to mi możesz oko wydłubać-powiedział z kpiną wtedy też doszedł do niego Max.
-Dwa na jedną to trochę nie fair-powiedział z śmiechem Max-ale co tam
Kogo pierwszego,myślałam gorączkowo.Najpierw Max'a a potem w nogi.
Skupiłam się różdżką na chłopaku.Drętwota.Zaklęcie trafiło chłopaka a ja jak najszybciej mogłam wzięłam nogi za pas i pobiegłam schodami w górę.A ze schodów gorączkowo odpowiedziałam krukowi na pytanie w wpadłam do PW krukonów.Serce biło mi jak oszalałe.
-Co ci się stało?-spytała dziewczyna
-Ślizgoni się stali-powiedziałam po czym klapnęłam na sofę.
Wyciągnęłam książkę i zaczęłam studiować każe słowo jej zawartości dla zabicia czasu a gdy ją skończyłam poszłam do biblioteki ją odnieść.Siadłam przy stoliku i zaczęłam czytać następną gdy usłyszałam nad swoją głową.
-Cześć Marchewko-od razu znałam ten głos
Odwróciłam się do niego i od razu spiorunowałam go wzrokiem.
<Danny?>

Od Amelie- C.D. Lily

Kiedy Lily niespodziewanie zerwała się na nogi, wstała od naszego stolika i pobiegła za Dannym, wymieniłyśmy z Arią i Nessie, która przyłączyła się do nas, znaczące spojrzenia i łobuzerskie uśmiechy, po czym wróciłyśmy do nauki.
- Cześć- usłyszałam za sobą głos Armina.
- Hej- odpowiedziałyśmy chórkiem.
Chłopak usiadł pomiędzy mną a Nessie, posyłając jej delikatny uśmiech.
- Ominęło mnie coś?- spytał, rozwalając się nonszalancko na krześle.
- Lily i Danny- odpowiedziała Aria, a Armin posłał jej pytające spojrzenie.
- No ominęli cię- parsknęłam śmiechem.
- Aha- odpowiedział, wciąż niewiele rozumiejąc.- Zaprosiłem kumpla do waszego kółka różańcowego.
- Do którego z resztą należysz- skwitowała Nessie.
Okej... chce ktoś być kumplem Armina? <

Od Jaspers'a C.D. Lily

Odetchnąłem z ulgą
-tym razem ci daruje -Powiedziałem i wybuchnąłem śmiechem
-Jeszcze zobaczymy-Powiedziała i też wybuchnęła śmiechem
Zaczęliśmy iść korytarzem
-jeszcze trochę czasu mamy do astronomii-Powiedziałem i nim Lily zaprotestowała potargałem jej włosy do tego stopnia że wyglądały jakby w nie walnęło co najmniej jakieś zaklęcie -nie no mam do tego talent-Powiedziałem i wybuchnąłem śmiechem

*Lily?*

niedziela, 25 sierpnia 2013

Od Chloe CD. Harry'ego

-Nie ma za co.- odparł chłopak, odwracając głowę.
-Nazywasz Harry, prawda?- spytałam cicho.
-Tak, a ty to...- spojrzał na mnie zdziwiony. Najwyraźniej nie spodziewał się, że ktoś zna jego imię.
-Chloe.- powiedziałam, usmiechając się delikatnie. Skinął mi głową, po czym zapatrzył się w dal.
-Jesteś z Gryffindoru?- wymamrotałam niepewnie.
-Skąd to wiesz?- wyglądał na skołowanego. Chciałam powiedzieć, że codziennie mijamy się na korytarzu i za każdym razem wpatruję się w niego, aż nie zniknie za rogiem, ale w porę się powstrzymałam. Zamiast tego wyszeptałam:
-Widziałam cię przy stole Gryfonów.
-Ach, no tak. Wiesz, zaraz zaczną się zajęcia, musze już iść...
-A co teraz masz?
-Opiekę nad magicznymi stworzeniami.- odpowiedział, starając się mnie wyminąć.
-Naprawdę? Ja też ją mam! Może...może pójdziemy na nią razem?- zaproponowałam, przygryzając dolną wargę.

<Harry?>

Od Danny'ego - C.D Lily

Rozłożyłem ręce. Nie mogłem za nią nadążyć z myśleniem
- Jak możesz nie wiedzieć gdzie idziesz? - spytałem
- A co cię to interesuje? -odpowiedziała pytaniem na pytanie - Nie musisz za mną iść - powiedziała
Wyszliśmy na korytarz. Właśnie tamtędy przechodził Max. Coś się chciał zapytać. Gdy mu odpowiedziałem Lily już nie było. Zszedłem po schodach na dół. Zobaczyłem ją wśród koleżanek. Siedziała na ławce i rozmawiała.
- Tu jest moja ulubiona Marchewka - zacząłem - wszędzie cię szukałem
- Dlaczego ,,ulubiona''? - zapytała odwracając się
- Bo jak dotąd znałem tylko marchewkę na talerzu i nie była zbyt rozmowna - odrzekłem
- Bardzo zabawne - powiedziała - Czego chciałeś?
- Niczego, przechodziłem na boisko i wpadłem zobaczyć czy żyjesz
- A czemu miała bym nie żyć?
- Bo zniknęłaś bez słowa na korytarzu - powiedziałem - A teraz wybacz, robota czeka
- Jaka robota? - zdziwiła się
- Wieszanie dziewczyn do góry nogami na drzewach - odpowiedziałem zwyczajnie gdy zobaczyłem idącego w naszą stronę Max'a
- Kogo? - spytała
- Domyśl się - zaśmiałem się
(Lily?)

Od Lily-c.d. Harry'ego

-A ogólnie Lily jestem-podałam mu dłoń
-Harry-uścisnął ją
-Jesteś piąty rocznik,zgadłam?-spytałam z uśmiechem
Skinął głową.
-Ja tak samo-powiedziałam-mamy teraz Zaklęcia i Uroki jeśli się nie mylę
Chłopak spojrzał na plan.
-Nie ,nie mylisz się-powiedział
Zaczęliśmy zmierzać w stronę klasy o zaklęć.
-A można spytać, kto ci wywalił te książki?-spytał
-Ślizgoni rzecz jasna-powiedziałam jak by to było oczywiste
<Harry?>

Od Lily-c.d. Amelie


Wyciągnęłam książkę dość grubą o niebezpiecznych zwierzętach.
-Od razu widać że krukonka-powiedziała dziewczyna
-Z którego jesteś roku?-spytał chłopak
-Z..piątego-powiedziałam po czym usiadłam koło Amelie.
-Czyli jesteś najmłodsza z nas-powiedziała znów ta sama dziewczyna
-Na to wygląda-powiedziałam pomału się uśmiechając.
<Amelie,Armin? Aria?>



Od Lily-c.d. Jaspers'a

-Ja tam nawet lubię Slughorn'a-powiedziałam-ciągle porównuje mnie do jednej uczennicy,ale to nawet miłe,czasami opowiada mi o niej
-Jesteś w tym...jak to się nazywa-próbował sobie coś przypomnieć
-Klubie Ślimaka?-spytałam-Tak jestem ,co chyba nie dziwne.
-Wcale a wcale-uśmiechnął się
Odwzajemniłam uśmiech nagle wpadł mi do głowy pomysł,zły pomysł.
-Jass but ci się rozwiązał-powiedziałam
Chłopak spojrzał na buty.
-Nie prawda-powiedział ,a ja założyłam mu szatę na głowę-o tego to ci nie dam Lily
Zaczęliśmy się gonić aż do pustego korytarza, przygwoździł mnie do ściany
-Jak się teraz wymigasz?-spytał
Przygryzałam wargę ,jednak szczęście mi sprzyjało.Wskazałam Filcha
-A co w tu robicie?!-spytał ,wrzeszcząc nawet nie wiem czemu.
Zaczęliśmy uciekać przed nim i jego "kochaną" koteczką.Wreszcie ich zgubiliśmy.Ledwo co oddychałam.Nie wiem czy to ze strachu czy też od biegu.
<Jaspers?>



Od Harry`ego do...




Przeciągnąłem się leniwie.
Kolejny, nudny dzień. Cóż dzisiaj wypadałoby zrobić? Przeżyć, może nawet coś zjeść, nie wpaść na żadnego czarodzieja..hm...
Poszedłem na zajęcia.Po drodze oczywiście mijałem mnóstwo ludzi.
Dziewczynie upadły książki,z uśmiechem je podniosłem i najszybciej uciekłem...co ja robię?Ja przecież rzucam się w oczy!
Usłyszałem za sobą głos dziewczyny której upadły książki.
-Cześć.
-Cześć...-nie wiedziałem co powiedzieć
-Dzięki za pomoc-uśmiechnęła się.


(Która dziewczyna CD?)

piątek, 23 sierpnia 2013

Od Jaspers'a C.D. Lily

-Trochę przy słony-zażartowałem
zaśmiałem się i Lily też
Szliśmy tak korytarzem żartując o nauczycielach i o naszym ''dobrym'' woźnym ,Nagle wyjąłem jakiś zwitek pergaminu i zacząłem go przerzucać oczami
-Co robisz-Spytała Lily
-Udaje że się uczę-Powiedziałem i zrobiłem niby mądrą minę
-ale po co- spytała
po to samo po co nie udaje że słucham na lekcji-Powiedziałem niby zastanawiając się nad każdym słowem
-Czyli??-Spytała
-żeby nauczyciel idący w naszą stronę robili se nadzieje że coś ze mnie wyrośnie-powiedziałem.
Wybuchnęliśmy śmiechem .
i zesztywnieliśmy na chwile kiedy obok nas przeszedł Profesor Slughorn
Gdy tylko znikną za rogiem ruszyliśmy dalej

*Lily?*

Od Amelie

Zdjęłam strój do grania w Quidditcha i ubrałam zwykłe ciuchy. Moje włosy wyglądały, jakbym spędziła dwa lata przed mugolskim urządzeniem, który nazywają wentylatorem. Przynajmniej tak zawsze mówił na to mój tato.
Spojrzałam w lustro, które zawsze stało w szatni. Byłam cała czerwona na twarzy. Cała mokra. Nierówny oddech. Głowa dosłownie mi pękała!
- Haha- zaśmiał się Armin.- Twoje włosy przypominają bocianie gniazdo.
Sonya, Aria, Jass i Wiki zaśmiali się głośno, a Mah tylko pokręciła głową z rozbawieniem.
- Ty nie wyglądasz lepiej, Kruczku- odwzajemniłam wredną uwagę. Lubiłam nazywać go "Kruczkiem". Inni wołali na niego "Raven", albo "Armin". Czułam się zaszczycona, kiedy tylko mnie pozwalał się tak nazywać.
- Mów sobie co chcesz, Wróbelku- wzruszył ramionami z uśmiechem.
- Nie dramatyzujmy, coś na pewno da się zrobić z tym bocianim gniazdem- Sonya podeszła do mnie i zaczęła układać moje włosy.
- Odsuń się młoda, nie umiesz- Aria zachichotała i teraz to ona zajmowała się moim buszem na głowie.
- Obie nie umiecie!- krzyknął Jass i nim zdążyłam rzucić się w ucieczkę, rozczochrał moje włosy, które wyglądały już nie tak źle.
- Teraz jest o niebo lepiej!- zaśmiał się, widząc efekt swojej pracy.
- Dzięki, Jass. Jesteś kochany- spojrzałam wilkiem na jego czerwoną od śmiechu twarz.
- Nie musisz mi mówić, kudłaty Wróblu z bocianim gniazdem na głowie- rozczochrał mnie jeszcze bardziej.
- Jeśli zrobisz to jeszcze raz, odgryzę ci nos!
- Dobrze, że nie co innego- rzuciła Mah, po czym zrobiła minkę niewiniątka.
Znowu wszyscy wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem.
- Okej, wariaci- otarłam łzę radości.- Jeśli nie uda mi się doprowadzić tego 'bocianiego gniazda" do porządku, wszyscy stawiacie mi po piwie kremowym.
- Jesteśmy biedni i nie stać nas na takie wydatki- Armin zrobił smutną minkę.
- To do pracy, nieroby- zaśmiałam się.- Dzisiaj o szesnastej w pokoju wspólnym?- spytałam całej drużyny.
Uwielbiałam organizować spotkania dla uczniów, dlatego często zapraszałam wielu z nich na pogawędki i różne zabawy w pokoju wspólnym, czy do wspólnej nauki w bibliotece. To umacniało więzi między nami.
- Jasne!- odpowiedzieli chórkiem.
- Armin, Ario, widzę się z wami w PW za dwadzieścia minut- uśmiechnęłam się do swoich rówieśników.
- Okej- westchnął Kruczek.
Wyszłam z szatni i pobiegłam w stronę zamku. Weszłam do środka i od razu natknęłam się na kogoś.
Dokończy ktoś? ;D<

Od Lily-c.d. Jaspers'a

Wyjął plan lekcji i przejechał po nim wzrokiem.
-Przerwa-odpowiedział-dopiero po 22 jest astronomia
-No to mamy czas wolny-powiedziałam z uśmiechem
Zaczęliśmy iść po korytarzu który co dziwne świecił pustkami.
-No tak...-zaczął Jaspers
-Obiad-powiedzieliśmy oboje
Zaczęliśmy biec w stronę wielkiej sali.Gdy dobiegliśmy cali zdyszani prawie wszyscy zajadali się już obiadem.
-No to widzimy się po obiedzie-powiedziałam i usiadłam koło Vanessy.
Obiad był przepyszny.Skrzaty nieźle się narobiły żeby ugotować tak pyszne dania.Spojrzałam na stół Gryfonów który był przed nami.Wszyscy jedli niektórzy się wygłupiali.Nagle znalazłam go zajadał się zupą.Spojrzałam na niego po chwili chyba ona zauważył mnie a ja szybko wbiłam wzrok w swój obiad.Powoli wszyscy zaczęli wychodzić z sali.Także i ja wyszłam,a obok siebie zobaczyłam Jaspers'a.
-Jak tam obiad?-spytałam z uśmiechem
<Jaspers?>

czwartek, 22 sierpnia 2013

Od Jaspersa C'd Lily

-Stary zrzęda-Zamruczałem kiedy nauczyciel się oddalił
Lily tylko skinęła głowom
Rozejrzałem się po klasie każdy już prawie chyba spał.
-Nie mogę doczekać się aż w końcu skończą się te lekcje -Powiedziałem po krótkiej chwili
-Szczerze to ja też -Powiedziała
i Jakoś minęło do końca.Wyszliśmy i spojrzałem na plan lekcji
-Co teraz?-Spytała lily


*Lily?*

Od Lily C.D. Danny'ego

Przewróciłam oczami lecz nadal schodziłam schodami po krótkim czasie chłopak mnie dogonił.Poszliśmy do biblioteki a ja oddałam książkę.Bibliotekarka spojrzała na mnie wilkiem nie wierząc że ją przeczytałam.Wzruszyłam tylko ramionami i poszłam szukać kolejnej.
-Ty kiedykolwiek nie czytasz?-spytał
Skinęłam głową.
-Teraz wybieram książkę na wieczór -powiedziałam
Błądziłam wzrokiem po regałach pełnych książek, niektóre były nowe że aż chciało się ją wziąć do rąk a inne były stare poniszczone i co którąś stronę kartki wylatywały.Wreszcie znalazłam małą książkę "Tajemnice zaklętego krzesła" już po tytule można było wywnioskować iż była to książka dla dzieci ale i tak ją wzięłam.
-Znalazłaś wreszcie?-spytał
-Ja ci nie kazałam tu sterczeć-powiedziałam z uśmieszkiem.
Książkę schowałam ją do podręcznej torby.
-To gdzie teraz idziesz?-spytał
-Teraz...-pomyślałam przez dłuższą chwilkę-nie mam pojęcia
<Danny?>

środa, 21 sierpnia 2013

Od Armina

Lekcja numerologii jakby dłużyła się w nieskończoność. Niemalże każdy wyczekiwał tego wymarzonego dźwięku, którym jest dzwonek na przerwę. Niektórzy przez całą lekcję rozmawiali z sąsiadem albo wypatrywali się przez okno. Osobiście słuchałem uważnie Septimy Vector, ale już po dobrych kilkunastu minutach odechciało mi się notować.
W końcu marzenie wszystkich uczniów niemalże spełniło się. Zabił dzwonek na ubóstwianą przerwę. Z tego powodu pani Vector zadała nam referat na półtora pergaminu i zbytnio nikt nie był tym zachwycony. Schowałem książki i przyrządy pisemne do swojej torby.
Dość sprawnie udało mi się wymknąć przez tłum "wylewających się" uczniów z klas do biblioteki. Pamiętałem, że miałem się tam spotkać z Amelią.
Wchodząc do tego pomieszczenia pełnego przeróżnymi książkami przywitałem się z panią Pince. Jednak bibliotekarka była zajęta pierwszoklasistą, który zapominając o zasadach jadł czekoladę w sali.
Każdy uczeń znający Irme Pince wyrył sobie w pamięci jej ostrzeżenie, które widniało w każdej książce:

"Jeśli tę książkę podrzesz, porwiesz, postrzępisz, pogniesz, pozaginasz, pomażesz, pobrudzisz, poplamisz, poślinisz czy popaćkasz, jeśli ją ciśniesz lub upuścisz albo w jakikolwiek inny sposób zbezcześcisz, uszkodzisz czy potraktujesz bez należytego szacunku, możesz się spodziewać najbardziej surowych kar, jakimi dysponuję
Irma Pince, bibliotekarka Hogwartu"

Żal mi było tego pierwszoklasistę ale jeśli chodziło o zasady panujące w bibliotece nikt nie mógł je złamać. Zaczekałem tutaj na Amelie.

(Amelie ?)

Od Amelie- C.D. Lily

Dojrzałam płomienną grzywę Lily i machnęłam ręką, nakazując jej podejść.
- Hej- przywitała się nieśmiało.
- Hej- odpowiedziałam.- Panie i panowie!- zwróciłam się do Armina i Arii, którzy siedzieli ze mną przy stoliku.- To jest Lily. Dzisiaj nam potowarzyszy.
- Hej- przywitali się chórkiem.
Lily? Armin? Aria?<

Od Danny'ego - C.D Lily

-A o nic - powiedziałem
-To po co tu przyszedłeś? - zapytała
- Właściwie to nie wiem - odparłem - A gdzie ty idziesz?
- Do biblioteki - wskazała na książkę którą właśnie trzymała
Wyminęła mnie i zaczęła schodzić po schodach.
- Zaczekaj na mnie - powiedziałem podbiegając
(Lily?)

Od Lily-c.d. Amelie

-Chętnie dołączę-powiedziałam z uśmiechem
*Po lekcjach*
Tak jak mówiła Amelie poszłam do biblioteki i już po paru sekundach odnalazłam ją.
-Cześć-powiedziałam do niej w bibliotece.
<Amelie?>

Od Amelie- C.D. Lily

- Wow. Masz niezłe tempo- zachichotałam.
- Dzięki- odwzajemniła uśmiech.- Muszę już iść. Do zobaczenia.
- Lily? Chciałabyś dołączyć do mnie i moich znajomych dzisiaj po lekcjach? Będziemy uczyć się w bibliotece. Możesz zabrać ze sobą jeszcze kogoś.
Lily?<

Od Lily-c.d. Amelie

-Czyli z domu lwa-powiedziałam
Skinęła głową.
-Jaką masz lekcję?-spytała
-Ja mam przerwę dlatego udało mi się to napisać-powiedziałam
<Amelie?>

Od Lily-c.d. Jaspers'a

-Tak-skinęłam głową
Usiedliśmy w jakiejś ławce.Duch profesora latał wpierw po sali a potem usiał na ławce.Wpierw dla zmyłki patrzyłam swymi zielonymi oczami w profesora potem wyciągnęłam pióro i nakazałam mu pisać to co dyktuje profesor.Spojrzałam po klasie prawie wszyscy już zasnęli.
-Jesteś półkrwi czy jaki?-spytałam
-Czystej Krwi, a ty?-odpowiedział
-Mugolakiem-odpowiedziałam
-Masz rodzeństwo?-spytał
-Tak,siostrę Prim-powiedziałam
-Mugola-dodał za mnie
Skinęłam głową.
-A ty?Masz jakieś rodzeństwo?-spytałam
-Nie-powiedział
Nagle koło nas przyleciał profesor.
-Widzę że interesuje was lekcja-powiedział-proszę pokazać notatki
Podałam Jaspers'owi kartkę pergaminu,a także rolkę profesorowi.
-Dobrze a pan?-spytał podał moją kartkę ,profesor przeczytał i oddał mu.-Proszę następnym razem nie rozmawiać.
-Tak jest-powiedzieliśmy chórkiem
Poszedł sobie.
<Jaspers?>

wtorek, 20 sierpnia 2013

Od Amelie- C.D. Lily

Rzuciłam okiem na zapisany pergamin.
- No jasne- uśmiechnęłam się szeroko.- A tak przy okazji... Jestem Amelie.
- A ja Lily. Miło mi cię poznać- podała mi dłoń. - Jestem z Ravenclaw. A ty?
- Gryffindor- odpowiedziałam dumnie. Zawsze uwielbiałam mówić wszystkim o swoim domu.
Lily? Hogwartczycy?<

Od Jaspers'a CD Lily

Zaśmiałem się na widok pióra
-Myślisz że Binns jest na tyle głupi by tego nie zauważyć-Spytałem patrząc na pióro
-Tak-Powiedziała i się uśmiechnęła
-No No No -Powiedziałem niby niedowierzającą
Zaczęliśmy iść w stronę sali lekcyjnej
Gdy weszliśmy do sali wszyscy już siedzieli a Profesor zaczynał szukać strony na której pisały jakieś notatki o wojnie Goblinów
-A ty zawsze miałaś takie rude włosy-Spytałem teraz zauważyłem że Lily Ma całe rudę włosy

*Lily?*

Od Wiktorii CD James'a

- Od paru lat , a ty ?
- Można powiedzieć , że od małego - zaśmiał się , rozmawialiśmy i rzucaliśmy piłką jakąś godzinę
- Zaczyna się ściemniać , lepiej wracajmy bo jeszcze dostaniemy wyzywanie

( James ? )

Od Lily-c.d. Amelie

-Y...Przepraszał-powiedziałam
Dziewczyna otworzyła oczy.
-Idziesz teraz na Runy,prawda?-spytałam
-Tak, a co?-spytała
-Czy byś mogła zanieś to profesorowi Babbling'owi?-podałam jej zwój pergaminu
-A co to?-spytała
-Bardzo ważny referat-powiedziałam
<Amelie?>

ZAPRASZAM

Serdecznie zapraszam do nowego bloga, prowadzonego przeze mnie i Amber.27
[klik]

Od Lily-c.d. Jaspers'a

Przewróciłam oczami i zajęłam się zapisywaniem notatek.Chłopak przyglądał mi się uważnie.
-Łał nie wiedziałem że z jednej lekcji można tak długą notatkę zapisać,mi to bardziej przypomina wypracowanie niż notatkę-powiedział
-No to se pomyśl jak długie musi być wypracowanie-powiedziałam i uśmiechnęłam się
Z tą notatką trochę przesadziłam była na całą rolkę pergaminu, i to jeszcze zapisana dość ściśniętym małym druczkiem.Lekcja się skończyła a Jaspers tylko uśmiechnął się gdy spojrzał na plan.
-Co?-spytałam
-Historia magi-powiedział
Podniosłam pytająco brew.
-Wreszcie będzie można pospać-dokończył zdanie.
No tak czego się spodziewałam lecz muszę przyznać Historia magi to nuda wojna z goblinami już dawno się skończyła a on nadal nas o tym uczy.
-Zgadzam się-powiedziałam
Teraz to on spojrzał z niedowierzaniem.
-Nie libię Historii Magii-dokończyłam to co zaczęłam
-Czyżby mądrala powiedziała że nie lubi jakiejś lekcji?-spytał z udawanym niedowierzaniem
Przewróciłam oczami.
-Ale i tak jakoś zdam tego suma z HM na W-powiedziałam
-Niby jakim sposobem?-spytał
Wyciągnęłam białe pióro.
-Samopiszące pióro,będzie robiło notatki z lekcji za mnie-powiedziałam
<Jaspers?>

Od Amelie

Ja i Armin szliśmy razem korytarzem, podczas popołudniowej przerwy. Był dla mnie jak brat. Zawsze. Znaliśmy się od kołyski i nasza przyjaźń, na całe szczęście, przetrwała. Mieliśmy także jedno wspólne i wielkie marzenie- oboje chcieliśmy zostać aurorami.
- Co teraz mamy?- spytałam leniwie. Ten dzień miał w sobie jakiś ciężar.
- Ja numerologię, a ty starożytne runy- odpowiedział z rozbawieniem.
Skrzywiłam się i westchnęłam. Oczywiście uwielbiałam runy, ale jakoś nie miałam ochoty na ten przedmiot.
- Dobra…- ziewnęłam i kontynuowałam.- Muszę lecieć. Jeśli się spóźnię Babbling mnie zabije. A jak na razie nie śpieszy mi się na tamten świat.
- W porządku. Spotkamy się po lekcjach w bibliotece?- spytał.
- Pewnie- odwzajemniłam uśmiech i ruszyłam w stronę klasy.
Oparłam się czołem o zimną ścianę i zamknęłam oczy, wyczekując dźwięku dzwonka. Zamiast tego usłyszałam jednak czyjś głos przy swoim uchu.
(Dokończy ktoś?)

Od James'a C.D. Wiktorii

- Dzięki.
Wykonałem jeden celny rzut i podałem piłkę Wiktorii. Ona również strzeliła prosto do kosza.
- Od dawna grasz? - zapytałem.

(Wiktoria?)

Od Wiktorii CD Andy'ego

Zaśmiałam się , ponieważ nigdy jeszcze nie widziałam czegoś takiego
- Twój własny kot Ci strzela focha?
Chłopak oglądnął się najwyraźniej nie spodziewał się , że ktoś za nim jest
- Tak , czasami tak ma - uśmiechnął się - a twoje zwierzątko się nie focha - zaśmiał się
- Nie ja mam małego koliberka i się nie focha - uśmiechnęłam się
- Jestem Andy
- Wiktoria - podałam mu rękę

( Andy ? )

Od Jasprs'a CD Lily

-Mądrala -Powiedziałem z ciszonym głosem
-Phyy -Lily spojrzała na mnie wilkiem
Zacząłem bawić się i błaznować
-Przynajmniej udawaj że słuchasz-Powiedziała Lily
-Ale po co -Spytałem i się uśmiechnąłem
-No po nic wiesz po nic-Powiedziała coś zapisała
-No spróbuję-Powiedziałem i zerknąłem na nauczyciela stojącego nad nami
-Nie przeszkadzam wam w pogaduchach -Spytał dosyć surowym tonem
Lily coś chciała powiedzieć ale ja odezwałem
-Nie Panie Profesorze nie przeszkadza pan -Powiedziałem niewinnym głosem i uśmiechnąłem się szeroko
-Panie Cnoopers niech pan chociaż spróbuję udawać że panu zależy na stopniach-Powiedział nauczyciel niemal błagalnym tonem
-Zgoda postaram się-Powiedziałem i odwróciłem się do Lily

<Lily?>

Od Lily C.D. Danny'ego

-Co?-odwróciłam się
Wtedy też podbiegła do mnie jedna z krukonek.
-Lilka musisz iść do dormitorium Flitwick ma coś nam do powiedzenia-powiedziała
Odwróciłam się w stronę Danny'ego.
-Jeżeli masz jakąś ważną sprawę do mnie to bądź pod drzwiami Ravenclaw'u za dwie godziny-powiedziałam po czym poszłam za dziewczyną.
W PW Flitwick powiedział nam tylko abyśmy zdobywali wszyscy punkty dla swojego domu.Więc zaczęłam czytać księgę.Wczytana byłam tak że nawet nie zauważyłam jak ją skończyłam.Więc wyszłam z PW i spotkałam go.
-A więc o co ci chodziło?-spytałam
<Danny?>

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Od Danny'ego - C.D Lily

- I chce ci się to czytać? - zapytałem spoglądając na grubą książkę
- Tak - odparła - Powinieneś też się wziąć za naukę - powiedziała wymijając mnie przyglądając się książką na półkach
- Ja taką książkę bym nawet w rok nie przeczytał - przyznałem
Podszedłem do regału i wziąłem jakąś cienką książkę która leżała na początku. nie czytając nawet tytułu
- Zielarstwo? - spytała
- Co? - zdziwiłem się
- No książka - wzięła ode mnie książkę
- Tak - podrapałem się po głowie - To bardzo interesujące - dodałem z uśmiechem - Szybko się czyta
- No w sumie - zaśmiała się otwierając i przerzucając kartki - Tu są same ilustracje, znając ciebie sądzę że zajmie cię taka książka na miesiąc
- Przeceniasz mnie - dodałem - Na jakieś dwa miesiące - poprawiłem ją
- Może i tak - zgodziła się
Wyszliśmy z biblioteki kierując się na górę.
- Gdzie idziesz? - zapytałem
- Do dormitorium - powiedziała
- Aha - odpowiedziałem idąc obok niej
- A ty? - zapytała wchodząc na schody
- Idę na boisko - odparłem bez myślenia
- Na górę? - zdziwiła się
- Chciałem się przejść - wzruszyłem ramionami trzymając książkę - Chyba mi nie zabronisz?
Zaśmiała się i pokręciła głową. Doszliśmy do wejścia do dormitorium
- Naprawdę to przeczytasz? - oddałem jej grubą książkę
- Wiesz, znając siebie.. to za jakąś godzinę książka zostanie przeczytana i odniesiona do biblioteki - powiedziała
- To do zobaczenia za godzinę - zaśmiałem się i zacząłem schodzić przypominając sobie że w żaden sposób jej nie obraziłem, nie dokuczyłem ani nie wyśmiałem
Zatrzymałem się i popatrzyłem na dziewczynę która zaczyna iść w stronę wejścia. Nie dawało mi to spokoju, nie moglem jej tak po prostu pozwolić odejść.
- Zaczekaj - powiedziałem do dziewczyny, myśląc nad jakimś głupim żartem
(Lily?)

Od Danny'ego - C.D Max'a

- Czego tu się uczymy - zaśmiałem się zamykając książkę i spoglądając na okładkę
- Możesz mi to oddać? - zapytała próbując mi ją zabrać
- Czekaj - powiedziałem - Eliksiry, ciekawe
- Bardzo - odparła - Zwrócisz mi ją?
- Muszę się zastanowić... nie - zaśmiałem się i wskoczyłem na parapet
- Mam kartkówkę - powiedziała stanowczo
- Uczyć się trzeba było wcześniej - powiedział Max siadając koło mnie na parapecie - Dasz mi swoją różdżkę?
- Moją różdżkę?
- Tak, twoją różdżkę - powtórzył
- A po co? - zapytała
- Chcę sobie po czarować
- Nie, nie dostaniesz jej - powiedziała
- Czyli sprawdzimy teraz siłę grawitacji Książka vs Ziemia - powiedziałem
- Rób notatki - zwrócił się do dziewczyny
- Czekaj - krzyknęła
(Max? Natalie?)

OD Wiktorii CD James'a

- To fajnie , przynajmniej będę miała towarzystwo- uśmiechnęłam się - to spotkamy się za 15 minut na boisku pójdę się przebrać w coś wygodniejszego i wezmę piłkę
- okej , ale nie bierz piłki ja wezmę swoją - uśmiechnął się i poszedł zanim zdążyłam coś powiedzieć . Poszłam do swojego pokoju i się przebrałam po paru minutach szłam na boisko , chłopak już tam był
- łap ! - powiedział rzucając do mnie piłkę . Złapałam ją i odbiłam dwa razy rzucając do kosza z połowy boiska , trafiając w sam środek
- Dobra piłka - powiedziałam z uśmiechem

(James ? )

niedziela, 18 sierpnia 2013

Od James'a C.D. Wiktorii

- Chyba żartujesz!
- Nieby dlaczego? - zapytała zdziwiona.
Zastanowiłem się chwilę.
- Spotkałem tylko kilka grających w kosza dziewczyn, ale w Hogwarcie jeszcze żadnej.
- No to Cię zadziwię. Idziesz ze mną?
I jeszcze pyta!
- Jasne. Uwielbiam koszykówkę!

(Wiktoria?)

Od Wiktorii CD James'a

- Ja akurat nie mogę o nich nic powiedzieć - spojrzałam na chłopaka z uśmiechem
- Nie martw się jeszcze ich poznasz - zaśmiał się
- Może i masz rację - spojrzałam na zegarek - ja uciekam - powiedziałam wstając i ruszając w stronę drzwi , gdzie on akurat stał
- Gdzie uciekasz ? - zapytał z uśmiechem
- chciałam trochę porzucać piłką do kosza póki jeszcze widać na dworze
- Grasz w kosza ?
- Czasami porzucam - uśmiechnęłam się

( James ? )

Od Andy'ego

Wyszedłem z Wielkiej Sali po godzinie wolnego.
Skierowałem się do wyjścia.
Na planie miałem zajęcia z opieki nad magicznymi stworzeniami z Hagridem
Równy z niego gość.
Wyszedłem na błonie.
Coś małego szło tuż za mną na miękkich łapkach
-miauuu-rozległo się tuż obok.
-ejj hejj Soshana, wiesz że nie możesz tak za mną chodzić kocurko-powiedziałem i wziąłem kotkę na ręce. zaczęła mruczeć.-ostatni raz cię widzę jak tak chodzisz. prychnęła mi w twarz,
-zachowuj się. idź poganiać jakieś myszy czy coś....
za moimi plecami rozległ się śmiech.
-Twój własny kot Ci strzela focha?-spytał ktoś.
Odwróciłem się.

[Ktoś?? moźe z Gryffindoru??]

Od Lily C.D. Danny'ego

Z uśmiechem ,a nawet w podskokach szłam przez korytarze.
-Hej Lily nieźle ci szło na treningu-powiedziała Vanessa.
-Dzięki ,tobie też nieźle szło-powiedziałam z uśmiechem
Szłam dalej gdyż do PW krukonów z parteru prowadziło 7 pięter.Ale i tak szłam do biblioteki.W bibliotece wzięłam dość grubą księgę na temat obrony przed czarną magią.I wtedy też znów na niego wpadłam.
-Czemu zawsze musisz na mnie wpadać?-spytał
-Czy przypadkiem to nie było moje pytanie?-spytałam,pytaniem na pytanie
-Może i było-czyżby się uśmiechnął
<Danny?>

Od James'a C.D. Wiktorii

- To nie tak, że ich nie lubię. Niektórzy są ok. Ale kilku działą mi na nerwy.
- Dlaczego? - pytała nadal.
- Bo są wrednymi żmijami - zaśmiałem się. - Ale jak mówiłem, nie wszyscy są źli.

(Wiktoria?)

Od Max'a C.D. Danny'ego/Natalie

I szybko ktoś taki się znalazł. A raczej znalazła.
- Może tą powkurzamy? - zapytałem.
- Chyba może być - wzruszył ramionami i ruszyliśmy do dziewczyny, która siedziała na korytarzu z książką w dłoniach.
Danny zabrał jej książkę.
- Czego chcecie? - zapytała zdezorientowana dziewczyna.
- Zabawić się. Wyprowadzić Cię z równowagi. Powkurzać kogoś... - zacząłem wymieniać ze śmiechem.

(Natalie, Danny?)

Od Lily-c.d. Jaspers'a

-Ja także-powiedziałam
-Piąty rocznik?-spytał
Skinęłam głową.Zaczęliśmy iść w stronę klasy OPCM.Usiadłam koło niego w ławce lekcja ta była o mantykorach.
-Czy ktoś wie co to Mantykora?-spytał profesor
Moja ręka wystrzeliła wysoko w górę.
-Tak?-spytał
-Mantykora to pochodzący z Persji potwór o głowie człowieka, ciele lwa oraz ogonie skorpiona. Jest równie niebezpieczna jak chimera i równie rzadka. Podobno cicho nuci, delektując się swoją ofiarą. Skóra mantykory odbija większość zaklęć, a ukłucie jej żądłem powoduje natychmiastową śmierć.-powiedziałam
<Jaspers?>

Od Danny'ego - C.D Lily

- Aha - powiedziałem śmiejąc się
- O co ci chodzi?
- Mnie nic - odrzekłem - Prawie bym się nabrał, masz poczucie humoru
- Ale to prawda - zaprotestowała
- Jasne, jasne, a ja jestem prefektem - poklepałem ją po głowie na co ona się wkurzyła
- Lily - ktoś zawołał
Obejrzeliśmy się i zobaczyliśmy Hooch'a. Szedł w naszą stronę trzymając dwie miotły w ręku
- Tak panie Hooch?
- To zdaje się twoja miotła - podał dziewczynie - Bałem się że pani już nie dotrze
- Zagadałam się trochę - uśmiechnęła się i poszła za nauczycielem pokazując mi przy okazji język
- ,,Zagadałam się trochę'' - zacząłem przedrzeźniać ją idąc przed siebie
Ta dziewczyna mnie coraz bardziej irytowała. Ciągle wyprowadzała mnie z równowagi. Usiadłem przy boisku i zacząłem oglądać trening. Muszę przyznać świetnie jej szło. Po treningu niemalże wpadłem na nią wracając do zamku
- Czemu zawsze ty musisz na mnie wpadać?
- Ktoś musi - zażartowałem - Poświęcam się dla ogółu - teraz dziewczyna walnęła mnie jakimś zeszytem po głowie
- A to za co? - zapytałem
- Za niewinność - uśmiechnęła się i dumna z tego co zrobiła poszła w stronę zamku
(Lily?)

Od Jaspers'a CD Lily

-No oki oki-Powiedziałem się uśmiechnąłem
-To dobrze-Odpowiedziała i też się uśmiechnęła
-Co teraz masz za lekcję-Spytałem-Bo ja OpCM??
Poprawiłem znowu fryzurę otrzepałem się z kurzu
Oparłem o ścianę i uśmiechnęłam

Od Jasper'a CD Anabell

-Tak-Odparłem i szeroko się uśmiechnąłem
-Taki z Ciebie mul książkowy-Spytała
-No nie to dla kumpla -Oparłem się o półkę z książkami i z samej góry spadł wielki tom Magicznych roślin prosto na Anabell
-O jezu sory Matko -Powiedziałem na biegu
-Okej-Powiedziała dziewczyna ledwo trzymając się na nogach
-Na pewno nic ci nie jest

piątek, 16 sierpnia 2013

Nieobecna

Jak wynika z opowiadań, moja postać (Alicia Sonorus) na pewien czas opuszcza Hogwart by udać się do szpitala Św. Munga gdzie będzie walczyć o życie swojej młodszej siostry. To dlatego, że ja wyjeżdżam na rehabilitację i nie będę miała dostępu do bloga aż do 31 sierpnia.  W tym czasie opowiadania możecie wysyłać wyłącznie do adminki Angelaaa11.
Przepraszam wszystkich za kłopot. Życzę miłej zabawy i sukcesów w nauce magii.

                                                                                                                                    Do zobaczenia! 
                                                                                                                                         gulinek.16

Od Alicii C.D. Lucasa

- Niedługo wrócę – obiecałam
- Mam nadzieję – szepnął Lucas
- Do zobaczenia – powiedziałam i spróbowałam się uśmiechnąć żeby pocieszyć przyjaciela
Potem poszłam do gabinetu profesor McGonagaill. Kiedy weszłam do środka dyrektorka z pielęgniarką już na mnie czekały, a w kominku płonął zielonkawy ogień.
- Najwyższy czas, panno Sonorus – powiedziała profesor McGonagaill
- Na pewno chcesz to zrobić? – zapytała pani Pomray
- Nie mam wyjścia – powiedziałam cicho – Nie pozwolę żeby ona umarła – wskazałam siostrę w ramionach pielęgniarki
- Dobrze. W takim razie do dzieła!
Pani Pomray podała mi Katrinę, a ja weszłam z nią w płomienie, które buchnęły z wielką siłą. Poczułam jak coś mnie wciąga, a potem zaczęłam wirować. Nie trwało to długo i już po chwili wylądowałam w kominku dyrektora szpitala Świętego Munga gdzie czekali już medycy, którzy natychmiast zajęli się Katriną. Miałam nadzieję, że nie jest za późno. Czułam, że nie opuszczę tego miejsca zbyt szybko….

Od Lucasa C.D. Alcii


- Poczekaj - szepnąłem.
- Coś się stało? - Obróciła się do mnie.
- Widzisz, bo ja... tam kiedyś byłem... - odparłem - Nie jest tam za fajnie, niebezpiecznie... nie mają tam wstępu zdrowi...
- Ale jak to? - zdziwiła się - Przecież odwiedzałam tam koleżankę...
- A była poważnie chora?
- No nie - przyznała
- Bo widzisz to jest tak, że są tak zwane "zamknięte sektory". Do pacjentów, którzy tam są nie wpuszcza się nikogo
- Ale co to ma wspólnego z Tobą - zapytała - I dlaczego mówisz, że to niebezpieczne miejsce?
- Udawałem, że jestem bardzo chory, by spotkać się z mamą ... Wtedy widziałem ją po raz ostatni. Żyję.... gdzieś... Chciałbym jeszcze raz ją zobaczyć. Kiedy się zorientowali, że udaję, poniosłem nauczkę... Karę ... Zabrali ją ... - łza spłynęła mi po policzku.
- To przykre...
Złapałem ją za ramiona.
- Martwię się, że.... no wiesz...
- Ja też...
Cmoknąłem ją w policzek.
- Trzymaj się - powiedziałem i przytuliłem się do niej

<Alicia?>



Od Lily C.D. Danny'ego


Nadal szłam za nim.
- C.. - nawet nie zaczął, a ja już mu odpowiedziałam
- Nie idę za tobą specjalnie tylko na boisko do quidditch'a - powiedziałam
- Oglądać jak trenują? - spytał
- Nie - odpowiedziałam
- A dlaczego? - spytał
- Bo sama jestem w drużynie - powiedziałam
- A kim? - pytał
- Ścigającą - odpowiedziałam

<Danny?>

Od Ondine C.D. Lucasa

- Słodki - powiedziałam, głaszcząc szczeniaka.
- Tak, bardzo słodki - odpowiedział Lucas.
Uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił uśmiech.
- Wolpy! - powiedziałam, podniesionym głosem.-Ani się waż polować na ptaki.

<Lucas>

Od Lily do Danny'ego

- Na mnie się nie patrz - spojrzałam na zegarek i się przeraziłam
- Co się stało? - spytała Vanessa
- Muszę coś załatwić, ale za chwilę wracam - powiedziałam
- Aha o co chodzi? - zdziwiła się Alicia
- Nie mogę wam powiedzieć - szybko znikłam im z oczu
Biegłam przez korytarz na runy, a po runach schowałam się w schowku na miotły. Wyciągnęłam spod koszulki zmieniacz czasu. Cofnęłam się w czasie i mijając siebie tak bym siebie samą nie zauważyła poszłam na swoje miejsce.
Mam półtorej godziny - pomyślałam
- Już wróciłaś? - spytały
Spojrzałam na swój plan zajęć.
- Dziewczyny mamy wróżbiarstwo - powiedziałam
Jeśli się nie mylę to właśnie uratowałam skórę Danny'ego. Pobiegłam razem z dziewczynami do wierzy gdzie uczyła Sybilla Trelawney.
- Otwórzcie umysły.. - zaczęła swoją gadkę
Tym razem mieliśmy opisywać sny.
A co kogo obchodzą moje sny - pomyślałam
Wymyśliłam coś. Napisałam, że śniły mi się skrzypce, które pięknie grały, a obok instrumentu siedziała moja zmarła babcia i siedziała na krześle. Alicia gdy to zobaczyła padła ze śmiechu.
- Nie miałaś co wymyślić? - spytała szeptem - A więc to oznacza: "Dzięki miłemu sposobowi bycia zyskasz sympatię otoczenia i ostrzeżenie przed jakimś nieszczęściem, przestroga przed złą decyzją oraz choroba przyjaciela." Mam nadzieję, że nie mnie.
Po wróżbiarstwie miałam parę minut. Biegłam przez korytarz. Na moje nieszczęście było już po runach, a na korytarzu spotkałam Danny'ego, który po jego minie spotkał drugą mnie.
-Ale jak ty...- nie mógł zadać pytania
A ja biegłam dalej niezauważona dotarłam na miejsce przede mną i druga ja prysnęła niezauważona. Schowałam zmieniacz czasu za koszulę tak aby go nikt nie zobaczył. Znów po raz trzeci przeszłam tym samym korytarzem tym razem w inną stronę. Danny, który aż klapnął na ziemię kompletnie już nic nie rozumiał (można to było łatwo wywnioskować po jego minie). Uśmiechnęłam się tylko niewidocznie.

<Danny chcesz coś dodać?>

Od Chloe C.D. Annabell

- Chloe.- powiedziałam, uśmiechając się nieśmiało.
- To co z tymi książkami? Chyba nie powiesz mi, że latały, bo tak chciały? - zachichotała dziewczyna.
- Nie, to wina Irytka. Uwziął się na mnie i teraz nie mam dnia, bez jakiegoś głupiego psikusa.- jakby w odpowiedzi, na moją głowę spadło wypracowanie z eliksirów - Sama widziałaś.

<Annabell?>

Od Lucasa C.D. Ondine

- Fajnie wiedzieć - uśmiechnąłem się.
- To twój? - zapytała.
Zza nóg, nie wiadomo skąd pojawił się szczeniak.
- tak, Fikuś... labrador, szczeniak...

<Ondine?>



Od Alicii C.D. Lucasa

- Dziękuję – szepnęłam do Lucasa po czym łagodnie zwróciłam się do dziewczynki – Kochanie, pójdziesz z nami?
- Ale… dokąd? – zapytała jeszcze trochę przestraszona – Kim wy jesteście…?
- Jestem Alicia i z tego co mówiła ma…. tamta kobieta – poprawiłam się szybko - jestem twoją siostrą
- Naprawdę? – Kiwnęłam głową – Ale… nie zrobisz mi krzywdy jak mama ani nie zostawisz tak jak tata? – zapytała z nadzieją w oczach
- Oczywiście, że nie! – zawołałam, a mała przytuliła się do mnie mocno – Zaopiekuję się tobą, obiecuję – szepnęłam jej do ucha
- Alicio, czas już na nas – powiedział Lucas
- Masz rację – przyznałam i w tym samym momencie coś mi się przypomniało – Jeszcze tylko jedna sprawa – zwróciłam się do siostry – Jak masz na imię?
- Katrina
- W porządku, teraz możemy iść – uśmiechnęłam się
Wstałam i wzięłam siostrzyczkę na ręce. Była słaba i najwidoczniej chora bo zanim doszliśmy do testrala zasnęła twardo w moich ramionach.
Kiedy już wszyscy troje siedzieliśmy na grzbiecie wierzchowca, Lucas zapytał:
- Wiesz co jej jest?
- Podejrzewam – odparłam z ciężkim westchnieniem – Ale obym się myliła
Lecieliśmy przez długie godziny, a ja miałam wrażenie, że stan Katriny zamiast się polepszać pogarszał się.
Wreszcie dolecieliśmy na miejsce Na szczęście czekała już na nas dyrektorka i pielęgniarka w pełnej gotowość.
- Pokażcie mi ją! – zażądała pani Pomfray ledwo zsiedliśmy z testrala
Podałam jej Katrinę, a ona aż krzyknęła ze zgrozy.
- Przecież ona jest bliska śmierci! – zawołała z rozpaczą – Ja jej już nie zdołam pomóc!
- Ale musi być sposób żeby wyzdrowiała! – zawołałam bliska płaczu, a Lucas objął mnie ramieniem
- Jest sposób – powiedziała profesor McGonagaill – Trzeba ją zabrać do Szpitala Świętego Munga i to jak najszybciej
- Dobrze – zgodziłam się – Pójdę z nią
- Nie! – zawołali chórem Lucas i nauczycielki
- Obiecałam jej, że nie będzie sama – powiedziałam stanowczo – Dotrzymam obietnicy
- W takim razie nie traćmy czasu – zarządziła dyrektorka – Skorzystacie z Sieci Fiu w moim gabinecie.
Po tych słowach ruszyła szparkim krokiem do szkoły, a pani Pomfray szła zaraz za nią, niosąc moją siostrę. Chciałam za nimi isć, ale powstrzymał mnie Lucas.

(Lucas?)

Od Annabell C.D. Chloe

- Spoko - poklepałam ją po ramieniu. - Dużo na mnie już osób wpadło.
Machnęłam różdżką i książki opadły.
- O dzięki - uśmiechnęła się.
- Dlaczego one fruwały ? Aha zapomniałam, Annabell...


<Chloe?>

Od Lucasa C.D. Alicii

- Jasne - powiedziałem.
- To... to moja siostra - wskazała palcem na jasnowłosą dziewczynkę.
- Śliczna...
Poszedłem w stronę dziecka. Była brudna, wychudzona i strasznie się bała. Spojrzałem na Alicię, a ona pokręciła przecząco głową. Zignorowałem jej ostrzeżenie, obróciłem się do dziewczynki. Kucnąłem i zacząłem :
- Cześć...
- Odejdź! Idź! Idź! - krzyczała.
- Ja też widziałem śmierć mojego ojca... - szepnąłem.
- Jak? - zaciekawiła się.
- Nie wiem... w pewnej chwili widziałem oczami taty. W pewnej chwili czułem jego ból. Widziałem jak obrywają mu palce, kończyny....
Podbiegła do mnie, uściskała mnie. Czułem jej łzy na moim ramieniu.
- Życie jest takie niesprawiedliwe ...
- Masz racje...
Przyszła Alicia, kucnęła koło mnie.
- Jak ty to zrobiłeś? - zapytała Alicia
- Powiedziałem prawdę...

<Alicia?>

Od Danny'ego C.D. Lily

- Niech pomyślę - powiedziałem - Oni robią to dla rozrywki
- ,,Oni'' a nie ,,My''?
- Ja robię to jeszcze z innego powodu - uśmiechnąłem się
- Z jakiego powodu? - zaczęła wypytywać
- To wiem tylko ja - odrzekłem - Chyba nie sądzisz że ci powiem?
- No powiedz.. - złapała mnie za nadgarstek
- Lubisz wszystko wiedzieć - westchnąłem
- Mhm..
- Powiedzmy że kogoś mi przypominasz - powiedziałem po chwili - Kogoś kogo już nie ma - dodałem ściszając głos
Zabrałem rękę i zacząłem iść dalej

(Lily?)

Od Danny'ego do Lily

Nastał wieczór. Zegar wskazywał już wpół do trzeciej. Nie mogłem zasnąć tylko kręciłem się na łóżku szukając wygodnego miejsca. Pewnie dziś wcale nie zasnę, tak jak to zawsze pierwszej nocy w nowym miejscu. Wstałem i usiadłem na krawędzi łóżka. Przez kilka minut patrzyłem się w podłogę. W końcu podszedłem do okna. Na zewnątrz zobaczyłem jakąś dziewczynę. To była Lexie, młodsza siostra Lucy. Spacerowała chodnikiem w głębokim zamyśleniu. Wziąłem bluzę i wymknąłem się z pokoju. Prześlizgnąłem się przez korytarz zachowując totalną ciszę. Po pięciu minutach dotarłem do dziewczyny
- Cześć Lexie - przywitałem się podchodząc bliżej
- Danny.. Ale mnie wystraszyłeś - odparła - Co tu robisz?
- To samo co ty, nie mogłem zasnąć - odparłem
- Pierwsza noc zawsze jest najgorsza - przyznała - Przyzwyczaiłam się do spania w własnym łóżku
- To prawda - usiadłem obok niej na krawędzi fontanny
- Słyszałam że zapisałeś się do drużyny
- Tak, to prawda - przyznałem
- Czemu nie jesteś szukającym, byłeś najlepszy...
- Właśnie, byłem, teraz to już przeszłość
- Nadal się obwiniasz? - zapytała spoglądając mi w oczy
- Tak, bo to była moja wina
- Nie prawda, i ty o tym doskonale wiesz
- Jak uważasz, ja wiem swoje - dodałem - Nie powinniśmy wtedy grać, nic by się wtedy nie stało
- To wszystko przez pogodę, Lucy kochała deszcz, nic by ją nie powstrzymało by nie startować
- To prawda - niechętnie przyznałem
- Pewnie chciała by żebyś ty to miał - powiedziała grzebiąc w kieszeni - Trzymaj - wyciągnęła zdjęcie na którym byłem ja, Lucy, Lexie i dwóch kolegów ze starszej klasy którzy pokończyli już szkołę
- Dzięki - wziąłem od niej zdjęcie na którym siedzimy w fontannie cali przemoczeni ze śmiechem na twarzach
Właśnie wtedy Tommy z równoległego roku zepchnął nas do wody i zrobił zdjęcie które podarował swojej siostrze, czyli Lexie
- Co tam u was słychać? Jak rodzice? - zapytałem
- Dobrze, od tego zdarzenia minęło kilka lat, wszystko się jakoś poukładało, oni nigdy nie obwiniali ciebie lecz nauczyciela który dał zgodę. Wtedy też byłam na meczu i praktycznie nie widziałam swojej koleżanki która siedziała metr ode mnie. Nie rozmawiajmy już o tym - westchnęła, wiem jak jej jest ciężko
Chwilę jeszcze porozmawialiśmy o przedmiotach. Zerknąłem na zegarek. Minęła następna godzina.
- Chyba czas już wracać - przyznałem -Chodź odprowadzę cię - wstałem i poszliśmy w stronę dormitorium Ravenclaw.
- Dzięki, to do jutra - uśmiechnęła się
- Do jutra - odwzajemniłem uśmiech i poszedłem w swoją stronę
Usłyszałem przed sobą jakieś kroki. Zwolniłem i zacząłem iść po cichu jak się dało
- Lumos - ktoś zawołał i zobaczyłem dyrektorkę
Zatrzymałem się i nie wiedziałem co powiedzieć. Spojrzała się na mnie i pokiwała głową
- Żeby to mi było ostatni raz panie Kendrick - powiedziała - Takiego typu sprawy jak pogawędki proszę załatwiać rano - powiedziała
- Oczywiście- powiedziałem
- To dobranoc i żebym więcej już pana nie zastała spacerującego po zamku, bo nie sądzę że jest pan lunatykiem
Pokiwałem głową i zacząłem iść dalej
- Nox - zgasiła światło i poszła w drugą stronę
Dotarłem do dormitorium i położyłem się na swoim łóżku. W końcu udało mi się zasnąć. Nad rankiem obudził mnie Max krzątając się po pokoju w poszukiwaniu różdżki. Wstałem i ubrałem się zwinnie. Zeszliśmy na śniadanie. Byłem niewyspany, strasznie chciało mi się spać. Pierwszą lekcją miały być Eliksiry. Profesor najpierw powtarzał zasady dotyczące ważenia eliksirów, potem pozwolił zrobić wybrany przez siebie eliksir. Byłem tak bardzo śpiący że zamiast korzenia wierzby dodałem liście plującego sumaka. Kolor płynu zmienił się na ciemny fiolet. Co chwila pojawiały się bąble które pękały i nad kociołkiem rozszedł się pomarańczowy dym. Po chwili udało mi się nad tym zapanować. W końcu zakończyła się lekcja i zaczęła następna. Po całym dniu szkoły mieliśmy trening w Quidditch'a. Ciągle szukaliśmy osób do drużyny. Na boisku zastałem Lexie. Siedziała z koleżankami przeglądając jedną z książek. Dziś mieliśmy tylko poćwiczyć latanie. Po godzinie skończyliśmy i wróciliśmy do dormitorium. Następny dzień był taki sam, czyli lekcje, potem krótki trening. Gdy skończyliśmy latanie zauważyłem siostrę Lucy obok jakiegoś chłopaka. On się śmiał, a ona była blisko płaczu. Podszedłem szybko do nich by dowiedzieć się czegoś o tym zajściu
- Odwalisz się od niej? - zapytałem popychając jednego z Gryfonów
- A ty tu czego chcesz?! - warknął - Kim ty jesteś?
- Przyjacielem - odparłem powstrzymując się od uderzenia go w twarz
Chłopak wolał nie ryzykować i wycofał się razem z kolegami
- Jeszcze sobie pogadamy - rzucił
- Na pewno - uśmiechnąłem się - Czego oni chcieli? - zapytałem gdy już całkiem zniknęli nam z oczu
- Nic - odparła - Po prostu któryś z braci coś mu zrobił i teraz się mści - uśmiechnęła się - Ale już to zostawmy. Fanie wyszedł wam dziś trening
- To było raczej przypomnienie jak się lata niż trening, dwa miesiące temu siedziałem na miotle - uśmiechnąłem się
- Faktycznie - stwierdziła - To ja już idę, koleżanki czekają, dzięki
- To do zobaczenia - zacząłem iść w stronę zamku
Wszedłem do pokoju i na powitanie wskoczył na mnie Fortis. Dawno nie byłem z nim na spacerze. Przebrałem się i wziąłem smycz. Po drodze minąłem kilka osób. Nagle Fortis zauważył czyjegoś kota. Wyrwał się i pobiegł za przestraszonym zwierzęciem. Zacząłem za nim biec w nadziei że uda mi się go złapać. Nagle z jednej sali wyszła Lily i przyglądała się ze śmiechem co wyprawiam. Gdy udało mi się wreszcie złapać Fortisa zawróciłem do schodów prowadzących na dwór
- To twój pies? - zapytała dziewczyna stojąc w miejscu
- Tak, a nie wygląda? - wycedziłem przez zęby łapiąc powietrze
- Nie wiem - wzruszyła ramionami i poszła na górę
Zszedłem po schodach na zewnątrz i usiadłem chwilkę na jednej z ławek. Zobaczyłem przed sobą cień. Odwróciłem się i zobaczyłem rudowłosą dziewczynę
- Jak ty to robisz? -zapytałem - Przed chwilą byłaś na górze...
- Ale już nie jestem - uśmiechnęła się i dosiadła się
- Wiesz, nie szukam zbyt towarzystwa, a pies w zupełności mi wystarczy
- Wiem - odparła krótko dalej siedząc
Wstałem i zacząłem iść małą ścieżką prowadzącą do ogrodu
- Czemu za mną chodzisz? - zapytałem - Chcesz powisieć sobie do góry nogami na drzewie? - zażartowałem
- Nie, ale popatrzę jak ty wisisz - uśmiechnęła się
Odwróciłem się i zobaczyłem Lily, Alicię, Vanessę
- Czego chcecie? - zapytałem zatrzymując się i patrząc na Lily

(Lily?)

czwartek, 15 sierpnia 2013

Od Ondine C.D. Lucasa

- Sama nie wiem. Od zawsze mam tą umiejętność. 
- Acha... - Odpowiedział chłopak.
- A tak, mało nie zapomniałam nazywam się Ondine.
- Ja nazywam się Lucas.
- Miło mi. Wolpy noga! - krzyknęłam w stronę lasu. 
Po chwili wybiegła stamtąd moja suczka.
- Ładny ee..pies.
- Dzięki to jedna z rzadszych ras pół wilk, pół pies.



<Lucas?>

Od Lily C.D. Danny'ego

- Idę - powiedziałam z przekonaniem - Tylko przypomniałam coś sobie
- Co takiego? - spytał
- To że muszę iść na boisko do quidditch'a - powiedziałam i ruszyłam dalej
Teraz to on szedł za mną.
- Czemu idziesz za mną? - spytałam, ale nie warknęłam ani nawet nie podniosłam głosu tak by brzmiał, że jestem zła
- Nie idę - zaprzeczył
Uśmiechnęłam się tak aby tego nie zauważył.
- Mam pytanie, ale jeśli na nie nie odpowiesz to zrozumiem...
- O co chodzi? - spytał, niemalże warknął
- Dlaczego wy ciągle na mnie warczycie i robicie psikusy akurat mnie, czy ja wam coś zrobiłam? -spytałam

<Danny?>

Od Danny'ego C.D. Lily

- Aha - odpowiedziałem obojętnie
Minęliśmy korytarz i weszliśmy na schody prowadzące na dwór. Dziewczyna cały czas szła za mną z uśmiechem na ustach. Nie wiem gdzie zmierzała, ale miałem wrażenie że łazi za mną, w końcu stanąłem
- Po co za mną leziesz?
- Nie chodzę za tobą - odrzekła - Idę na dwór - oznajmiła uśmiechając się jeszcze mocniej
- Po co? - zapytałem
- Nie musisz wiedzieć, nie sądzę żeby cię to interesowało
- Czyżby? - zapytałem - Może akurat mnie zainteresuję, a teraz gadaj
- Nie, nie umiesz powiedzieć ,,proszę''?
Wkurzyłem się i poczerwieniałem ze złości. Nie miałem ochoty dla nikogo być miłym, a tym bardziej dla niej
- Nie i zapewne nigdy nie usłyszysz ode mnie słowa ,,proszę'' - uśmiechnąłem się do siebie
- Czyli nie muszę odpowiadać na twoje nieuprzejme pytanie - wyminęła mnie i zeszła jeden stopień po czym znów się zatrzymała - A właściwie gdzie ty idziesz
- Nie twoja sprawa - burknąłem i zacząłem schodzić
Dziewczyna ruszyła za mną i zatrzymała się przy drzwiach.
- Dalej nie idziesz? - zapytałem

(Lily?)

Od Chloe

Szłam właśnie szkolnym korytarzem, spiesząc się na zajęcia z profesor Sprout, gdy nagle poczułam jak ktoś wylewa mi na głowę wiadro zimnej wody. Spojrzałam niepewnie w górę, ale jak zwykle nic nie zobaczyłam."Irytek", pomyślałam wyciskając wodę z włosów. Ten gad się chyba na mnie uwziął. Już w pierwszej klasie stałam się jego ulubioną ofiarą i teraz nie ma dnia, w którym nie spłatałby mi figla. Westchnęłam ciężko i już miałam ruszyć dalej, kiedy wszystkie moje książki zaczęły unosić się delikatnie ku górze. Nie no, tego już za wiele.
-Iryt!- krzyknęłam, próbując złapać moją pracę domową.- Pożałujesz tego!
W odpowiedzi, usłyszałam jedynie złośliwy chichot. Spojrzałam na oddalające się podręczniki i chcąc, nie chcąc ruszyłam biegiem za nimi. Przeleciałam błyskawicznie przez parę klas, co chwilę wołając "Przepraszam" oraz "Z drogi". Byłam już niedaleko wyjścia ze szkoły, gdy nagle wpadłam na jakąś dziewczynę.
-Przepraszam, to było niechcący, ja...ja naprawdę nie chciałam. Po prostu tak wyszło i...- zaczęłam się jąkać



<Annabell?>

Od Valerie C.D. Maxa

- A ty Valerie, ta nowa? - spytał
- Tak, to ja - odpowiedziałam i uśmichnęłam się - Ale możesz mówić mi Glacies.
- A tak w ogóle, to czemu się tu przepisałaś? I skąd?
- Prawdę mówiąc to nie przepisałam się. To moja pierwsza szkoła. 
- Nie chodziłaś wcześniej do żadnej szkoły? - zdziwił się
- Nie. Dotąd uczyłam się prywatnie w domu - odpowiedziałam i wzruszyłam ramionami. Wzięłam półmisek, który podsunął mi Max, nałożyłam trochę i zaczęłam jeść.
- Rzeczywiście smaczne - potwierdziłam - A tak w ogóle to na jakim roku jesteś? - spytałam
- Na szóstym - odpowiedział
- W takim razie cieszę się, że będę miała kogoś znajomego w klasie - odpowiedziałam.


Po uroczystości, czekałam aż Prefekci zaprowadzą pierwszaków do ich dormitoriów. Tak więc poszłam razem z nimi. Pokój wspólny był bardzo ładny. W środku spytałam jakiejś dziewczyny z siódmego roku, gdzie jest moje dormitorium. Pokazała mi ciemne, drewniane drzwi. Podziękowałam i podeszłam do nich. 
Weszłam do środka. Zobaczyłam tam jakąś rudowłosą dziewczynę.
-Cześć, jestem Valerie - przedstawiłam się.



<Thori?>

Od Alicii C.D. Lucasa

- Co?! - Ta wiadomość jeszcze bardziej wyprowadziła mnie z równowagi - I nie powiedziałeś mi?! Nie ostrzegłeś co grozi mojemu ojcu!
- Przepraszam - szepnął chłopak
Kiedy spojrzałam mu w oczy zobaczyłam, że mówi szczerze. Widać w nich było mieszaninę cierpienia i współczucia i właśnie te emocje sprawiły, że się uspokoiłam i odzyskałam jasność umysłu. 
- W porządku - powiedziałam cicho - Teraz musimy dać nauczkę tej kobiecie, a co ważniejsze uratować tę małą - wskazałam na dziewczynkę, której morderczyni wciąż przyciskala nóż do szyi - Zrobimy tak, że ty.... 
Nie dokończyłam bo w wieży rozległ się głęboki, kobiecy głos: 
- Proszę, proszę! Kogo ja widzę! 
Cholera, a więc nas zauważyła! Skoro tak, postanowiłam zaryzykować.
- Zajmę ją, a ty sprowadź pomoc - szepnęłam do Lucasa, a potem wyszłam z cienia.
- Przyszłam po mojego ojca! - krzyknęłam 
- A więc to ty jesteś Alicia, tak? - zapytała przeciagle - Czekałam na Ciebie - zaśmiała się 
- Kim ty właściwie jesteś?! - krzyknęłam 
- Dowiesz się w swoim czasie, moja droga, a co do ojca to niewiele z niego zostało - wskazała trupa w kącie 
- Jesteś okropna! - wrzasnęłam - Jak mogłaś?! Za kogo się uważasz skoro robisz takie rzeczy?! 
- Za nikogo szczególnego - szepnęła - Tylko za twoją matkę, Alicio 
- Kłamiesz! Moja mama nie żyje! 
- A kto Ci tak powiedział? - zapytała z drwiącym uśmiechem - Ten mugol? Przecież on tylko powtarzał w kółko to czego chciałam! 
- Ale... Dlaczego? 
- Bo nie miałam ochoty być uwiązana przy małym gówniarzu. Wolałam powalczyć o władzę i złoto oczywiście 
- Ale skoro tak to po co porwałaś ojca po tylu latach? Po co czekałaś na mnie? 
- Jesteś mi potrzebna - wyjaśniła krótko - Ty i twoja siostra macie wielką moc! 
- M-moja siostra? - wyjąkałam 
- Tak, oto i ona - matka szarpnęła mocno dziewczynkę tak, że ta aż krzyknęła z bólu 
- Zostaw ją! - zarządałam 
- Rozkaz, o pani - zakpiła, przyciskając nóż jeszcze mocniej 
Rozwścieczona chciałam się rzucić na matkę-zdrajczynię, ale w tej samej chwili wokoło rozbłysły światła oszałamiaczy. Matka opadla na posadzkę, a do mnie podbiegł Lucas. 
- Alicia, nic Ci nie jest? - zapytał zaniepokojony, przytulajac mnie niespodziewanie 
- Mnie nie, ale ją trzeba zabrać do Hogwartu - wskazałam na małą, która miała być moją młodszą siostrą - Pani Pomray powinna się nią zająć. 

(Lucas?) 

Od Annabell

Właśnie dowiedziałam się, że dołączyła do mojego domu nowa uczennica. Szybko poszłam w jej kierunku. Wiadomo mi było, że odpoczywała w domu. 

- Cześć - uśmiechnęłam się.
Spojrzała w moim kierunku, wzruszyła ramionami i wróciła do odpakowywania rzeczy. 
- Cześć - powtórzyłam głośniej
Popatrzyła się na mnie. Zrobiła udawany uśmiech, pomachała mi i znów powróciła jej murowana mina, nie przestając się na mnie patrzeć.
- Jestem Annabell, a ty?
- Natalie...
Usiadłam na swoje łóżko, włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam relaksującą muzykę. Po chwili spostrzegłam, że Natalie spoczęła na moim łóżku.
- Przepraszam, że tak... no wiesz... nie miałam za dobrych relacji z uczniami z poprzedniej szkoły...
- Nie ty jedna... 



<Natalie?>

Od Lucasa C.D. Alicii

Szybko ją złapałem. Chciała się wyrwać. Przez chwilę waliła o mnie pięściami, krzyczała. 

- Spójrz mi w oczy - powiedziałem łagodnie.
- Zabiję ją, zabije!!!! 
- Spójrz mi w oczy! - krzyknąłem.
Spojrzała na mnie. Łzy ciekły jej z oczu. Przytuliła się do mnie i mówiła:
- On.... On nie żyje.... Dlaczego?! 
- Obiecuję ci... Zabiję ją za ciebie...
- Nie... Ja pomszczę mojego ojca... - wrzasnęła i wyrwała mi się.
Pobiegła do tamtej kobiety. Na szczęście złapałem ją. 
- Pomogę ci... - szepnąłem - Ona też... Zabiła mi mojego ojca. Wiedziałem, że idziesz do tego zamku. Dlatego byłem na korytarzu... Czekałem... Czekałem na Ciebie...



<Alicia?>

Od Lily C.D. Danny'ego

- Nie musisz jak nie chcesz - powiedziałam, ale chłopak już wychodził

Profesor zaczął oglądać instrumenty i je stroić. Siedząc tylko bym mu przeszkadzała.Wyszłam więc z klasy i udałam się w pierwszy lepszy korytarz. Po chwili zauważyłam, że przed mną idzie Danny.
- Śledzisz mnie? - spytał
- Nie, no co ty - powiedziałam
- To co tu robisz? - spytał
- Można powiedzieć, że profesor mnie wygonił - powiedziałam, lekko się uśmiechając

<Danny?>

Od Danny'ego C.D. Lily

- Nie grałem od czterech lat - przyznałem
- Czyżby?
- Tak, ale mogę spróbować - przyłączyłem się do dziewczyny i kontynuowaliśmy granie
- Nawet nie najgorzej ci idzie
- Dzięki - zaśmiałem się
Minęło kilka minut. Do sali wszedł profesor. 
- To ja już się zabieram - powiedziałem do dziewczyny, wstając.

Od Alicii C.D. Lucasa

Schowaliśmy się w krzakach i przeczekaliśmy aż strażnicy dostatecznie się zbliżą. Potem oboje wyskoczyliśmy z ukrycia i krzyknęliśmy: 
- Petryficus Totalus! 
Strażnicy padli bezwładnie na ziemię, a my pobiegliśmy do wejścia do zamku. W środku nie było już żadnych strażników, co mnie zaniepokoiło. 
Nagle dobiegły nas przeraźliwe krzyki i huki. Dobiegały one z wieży w której prawdopodobnie był mój ojciec. Rzuciłam się biegiem po schodach na piętro, a Lucas był tuż za mną.
Kiedy już dotarliśmy na górę, stanęłam jak wryta. W wieży były trzy osoby. Mój ojciec leżał w kącie pokoju, jęcząc cicho. Bardzo chciałam do niego podbiec, ale Lucas mi na to nie pozwolił.
- Patrz tam! - szepnął, wskazując ręką na środek pokoju
Kiedy go posłuchałam zobaczyłam jakąś kobietę. Przyglądał ona stylem do szyi małej, może jedenastoletniej dziewczynce.
- No i co Frank? - kobieta zwróciła sie do mojego ojca - Powiesz mi gdzie ona jest?
- Nie! - jęknął tata - Nigdy Ci nie powiem gdzie jest moja córka
- No cóż, w takim razie nie jesteś mi już potrzebny - powiedziała, wyjęła różdźkę z niesamowitą szybkością i warknęła - Avada Kedavra!
Blysnelo, a ojciec osunął sie bez źycia na ziemie.
- Nie! - krzyknęłam

(Lucas?)

Od Lucasa C.D. Alicii

- Kochana jesteś - cmoknąłem ją w policzek - Musimy iść...

- Zgoda - zarumieniła się 
Poszliśmy w stronę zamku. Stał strażnik. Podszedłem do niego od tyłu. Zrobiłem ręką szybki ruch w stronę szyi. Udusił się. 
- Jak to zrobiłeś?
- Później ci wytłumaczę - uśmiechnąłem się. 
Alicia poszła pierwsza, osłaniałem ją z boku. 
- To ta wieża - szepnęła 
- Skąd wiesz?
- Czuję go.
Poszliśmy w stronę jej ojca. Chyba słyszałem odgłosy strażników. Podniosłem ją i rzuciłem w stronę krzaków.
- Co ty robisz?! - zapytała 
- Słyszę strażników...
- Silny jesteś - uśmiechnęła się.
- Może trochę...




<Alicia?>

Od Alicii C.D. Lucasa

- Na pewno Cię tu nie zostawię - powiedziałam stanowczo
- Ale przecież...! - Lucas zaczął protestować
- Ćśśś... - położyłam mu palec na ustach - Nie ruszaj się przez chwilę - poprosiłam
Wyjęłam różdżkę, wycelowałam w nogę chłopaka i mruknęłam cicho pare słów. Rozblysło srebrzyste światło, a kiedy zniknęło, zapytałam:
- Już w porządku?
- T-tak - wyjąkał Lucas - Ale jak to zrobiłaś?
- Później Ci wyjaśnię - odparłam wymijająco - Teraz musimy iść

(Lucas?)

Od Lucasa C.D. Alicii

Spojrzałem jej w oczy i odpowiedziałem:

- Kiedyś miałem kontuzje na tą nogę...
- Jak Ci mogę pomóc? - spytała z troską. 
- Zostaw mnie i idź sama...
- Coś ty... nie zostawię cię - spłynęła jej po policzku łza.
Wytarłem ją ręką. 
- Nie poddawaj się, idź, biegnij. Jestem dla Ciebie ciężarem... przepraszam...
- Nie gadaj takich głupot!
- Alicia... naprawdę chciałbym uczestniczyć w uratowaniu twojego ojca, ale nie mogę... przepraszam...




< Alicia? >

Od Alicii C.D. Lucasa

- Bo nie wiemy co albo kto na nas tam czeka - szepnęłam
- No, ale skoro wiesz gdzie to jest....
- Wiem bo używam zaklęcia namierzającego - przerwałam mu - Ale nie ma sposobu na poznanie co się tam kryje 
Po tych słowach zapadła cisza, która trwała aż do momentu kiedy w oddali zobaczyliśmy zarys niewielkiego zamku.
- Już niedaleko - powiedziałam - Trzymaj się mocno bo za moment lądujemy 
Lucas bez słowa objął mnie mocno w talii. Szybko skierowałam testrala w dół i już po chwili wierzchowiec cieżko wylądował na jakiejś polanie. Natychmiast się z niego zsunęłam i pomogłam zejść towarzyszowi. Potem ruszyłam przodem w kierunku zamku. Myślałam, że Lucas szybko się ze mną zrówna, ale tak się nie stało. Zamiast tego usłyszałam cichy jęk chłopaka, a kiedy się odwróciłam zobaczyłam go siedzącego na ziemi ze zbolałą miną. 
- Lucas, co Ci jest? - spytałam z troską, klękając przy nim

(Lucas?) 

Od Lily C.D. Danny'ego


- Skoroś taki mądry - powiedziałam - To zagraj coś, a nie brzdąkaj jak 5 latek, który po raz pierwszy widzi fortepian
Zamyślił się. Zaczęłam jedną ręką grać trójdźwięki molowe, durowe, zwiększone, zmniejszone, w pierwszym przewrocie i w drugim.
- Ty także teraz brzdąkasz - zauważył
- Ale przy najmniej z sensem - mruknęłam pod nosem - A więc grasz czy nie? - ponowiłam pytanie


<Danny?>

Od Lucasa C.D. Alicii

- Bardzo cię przepraszam za moje zachowanie - przytuliłem się do niej - Zapomniałem już jakie są zimne noce.

- Mi tam już nie jest zimno - uśmiechnęła się.
Chwilę lecieliśmy w ciszy. Alicie ją przerwała:
- Ups... o czymś ci nie powiedziałam...
- O czym?
- Mój ojciec jest zamknięty w zamku...
- Myślałem, że będzie gorzej...
- Bo jest...
- Dlaczego?




<Alicia?>

Od Alicii C.D. Lucasa

- Bo nie byłeś przy kimś kto umiera - wyjaśniłam krótko
- A ty byłaś?
- Tak, przy dziadku - odparłam
- Przykro mi
- To było dawno - westchnęłam
- A powiesz mi wreszcie gdzie teraz lecimy? - zapytał Lucas lekko zniecierpliwiony
- Do Szwajcarii
- Gdzie?!
- Dokładniej do Genewy
- Ale po co?!
- Bo muszę uratować ojca - szepnęłam

(Lucas?) 

Od Danny'ego C.D. Lily

Wszedłem do sali. Zobaczyłem dziewczynę siedzącą przy fortepianie. Nigdy jej nie widziałem, przynajmniej mnie się tak zdawało. Podszedłem bliżej i zobaczyłem.... Lily. Zupełnie mnie nie słyszała. Miała zmrużone oczy, delikatnie naciskała klawisze wydobywając piękne brzmienia. Nie wiedziałem że ona umie grać. Nieco się tym zdziwiłem. 
- To ty Marchewo? - zapytałem ze śmiechem siadając obok
- Co? - spytała zaskoczona dziewczyna i spojrzała na mnie - To ty.. - powiedziała bez entuzjazmu
- A kto inny by ci prawił takie komplementy? - uśmiechnąłem się - Przesuń się - zacząłem się rozpychać by mieć dostęp do fortepianu
- Zostaw - zaprotestowała
- Ja też umiem grać ! - krzyknąłem i zacząłem uderzać w jakie popadnie klawisze
- Zaraz zepsujesz
- Ja go dopiero naprawię - zaśmiałem się - Uratowałem go z rąk szaleńca
- Chyba dopiero w nie w trafiły
- Nawet się z tobą zgadzam - pokiwałem głową 
- Odejdź, zaraz tu będzie profesor
- Boisz się że odkryje we mnie nowy talent i pójdziesz w odstawkę? - zażartowałem
- Wcale nie!
- A powinnaś

(Lily?)