Moja rehabilitacja dobiegła już końca. Jestem w domu i znowu
mogę z Wami być na blogu. Możecie już normalnie wysyłać do mnie swoje opowiadania i
formularze, a ja będę je wstawiać jak tylko wejdę na komputer.
gulinek.16
Wyciągnęłam książkę dość grubą o niebezpiecznych zwierzętach.
-Od razu widać że krukonka-powiedziała dziewczyna -Z którego jesteś roku?-spytał chłopak -Z..piątego-powiedziałam po czym usiadłam koło Amelie. -Czyli jesteś najmłodsza z nas-powiedziała znów ta sama dziewczyna -Na to wygląda-powiedziałam pomału się uśmiechając. <Amelie,Armin? Aria?> |
||
-Ja
tam nawet lubię Slughorn'a-powiedziałam-ciągle porównuje mnie do jednej
uczennicy,ale to nawet miłe,czasami opowiada mi o niej
-Jesteś w tym...jak to się nazywa-próbował sobie coś przypomnieć -Klubie Ślimaka?-spytałam-Tak jestem ,co chyba nie dziwne. -Wcale a wcale-uśmiechnął się Odwzajemniłam uśmiech nagle wpadł mi do głowy pomysł,zły pomysł. -Jass but ci się rozwiązał-powiedziałam Chłopak spojrzał na buty. -Nie prawda-powiedział ,a ja założyłam mu szatę na głowę-o tego to ci nie dam Lily Zaczęliśmy się gonić aż do pustego korytarza, przygwoździł mnie do ściany -Jak się teraz wymigasz?-spytał Przygryzałam wargę ,jednak szczęście mi sprzyjało.Wskazałam Filcha -A co w tu robicie?!-spytał ,wrzeszcząc nawet nie wiem czemu. Zaczęliśmy uciekać przed nim i jego "kochaną" koteczką.Wreszcie ich zgubiliśmy.Ledwo co oddychałam.Nie wiem czy to ze strachu czy też od biegu. <Jaspers?> |
|
Przeciągnąłem się leniwie.
Kolejny, nudny dzień. Cóż dzisiaj wypadałoby zrobić? Przeżyć, może nawet coś zjeść, nie wpaść na żadnego czarodzieja..hm...
Poszedłem na zajęcia.Po drodze oczywiście mijałem mnóstwo ludzi. Dziewczynie upadły książki,z uśmiechem je podniosłem i najszybciej uciekłem...co ja robię?Ja przecież rzucam się w oczy! Usłyszałem za sobą głos dziewczyny której upadły książki. -Cześć. -Cześć...-nie wiedziałem co powiedzieć -Dzięki za pomoc-uśmiechnęła się. (Która dziewczyna CD?) |
- Poczekaj - szepnąłem.
- Coś się stało? - Obróciła się do mnie.
- Widzisz, bo ja... tam kiedyś byłem... - odparłem - Nie jest tam za
fajnie, niebezpiecznie... nie mają tam wstępu zdrowi...
- Ale jak to? - zdziwiła się - Przecież odwiedzałam tam koleżankę...
- A była poważnie chora?
- No nie - przyznała
- Bo widzisz to jest tak, że są tak zwane "zamknięte sektory". Do pacjentów, którzy tam są nie wpuszcza się nikogo
- Ale co to ma wspólnego z Tobą - zapytała - I dlaczego mówisz, że to niebezpieczne miejsce?
- Udawałem, że jestem bardzo chory, by spotkać się z mamą ... Wtedy
widziałem ją po raz ostatni. Żyję.... gdzieś... Chciałbym jeszcze raz
ją zobaczyć. Kiedy się zorientowali, że udaję, poniosłem nauczkę... Karę
... Zabrali ją ... - łza spłynęła mi po policzku.
- To przykre... Złapałem ją za ramiona. - Martwię się, że.... no wiesz... - Ja też... Cmoknąłem ją w policzek. - Trzymaj się - powiedziałem i przytuliłem się do niej <Alicia?> |
||
- Fajnie wiedzieć - uśmiechnąłem się.
- To twój? - zapytała. Zza nóg, nie wiadomo skąd pojawił się szczeniak. - tak, Fikuś... labrador, szczeniak... <Ondine?> |
|