sobota, 31 sierpnia 2013

Od Mellody

To mój pierwszy tydzień w szkole, zajęcia są dość trudne ale bardzo ciekawe. Dzisiaj zaczął się weekend, więc znalazłam trochę czasu żeby wreszcie dokładnie zwiedzić szkołę.

Jest sobota 9.00, szykuje się piękny dzień. Zeszłam na dół do wielkiej sali gdzie czekało pysznie pachnące śniadanie. Usiadłam przy stole Ślizgonów razem z innymi pierwszorocznymi, nałożyłam na talerz 2 chrupiące i przypieczone tosty i posmarowałam jeden masłem, które od razu się roztopiło na gorącym jeszcze toście, a drugi polałam miodem, który obficie zaczął spływać z kawałka chrupiącego chleba, do szklanki wlałam sok pomarańczowy. Zaczęłam jeść śniadanie, po zjedzeniu stwierdziłam, że jestem cała w modzie i maśle więc poszłam do dormitorium się przebrać. Gdy skończyłam zaczęłam biec do sali wejściowej, aż tu nagle przede mną wyrósł jeden z Puchonów podajże niejaki James. Nie zdążyłam wyhamować i wbiegłam prost na niego. Pozbierałam się jak najszybciej umiałam i pobiegłam dalej.
-Przepraszam. -rzuciłam szybko przez ramie. Nie wiem czy była jakaś odpowiedz lub czy mnie w ogóle usłyszał. Zresztą nie zastanawiałam się nad tym, bo już pchałam wielkie drewniane drzwi i biegłam dalej przed zamek i gnałam prosto na błonia. Postanowiłam usiąść przy jeziorze. Usiadłam praktycznie przy samym brzegu jeziora i wtedy poczułam, że nie mam swojego telefonu, a przecież rano go na pewno
miałam. Wróciłam się do dormitorium tą samą drogą, którą biegłam ale nigdzie go nie było.




<Czy widział ktoś mój telefon będę wdzięczna za zwrot?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz