środa, 21 sierpnia 2013

Od Armina

Lekcja numerologii jakby dłużyła się w nieskończoność. Niemalże każdy wyczekiwał tego wymarzonego dźwięku, którym jest dzwonek na przerwę. Niektórzy przez całą lekcję rozmawiali z sąsiadem albo wypatrywali się przez okno. Osobiście słuchałem uważnie Septimy Vector, ale już po dobrych kilkunastu minutach odechciało mi się notować.
W końcu marzenie wszystkich uczniów niemalże spełniło się. Zabił dzwonek na ubóstwianą przerwę. Z tego powodu pani Vector zadała nam referat na półtora pergaminu i zbytnio nikt nie był tym zachwycony. Schowałem książki i przyrządy pisemne do swojej torby.
Dość sprawnie udało mi się wymknąć przez tłum "wylewających się" uczniów z klas do biblioteki. Pamiętałem, że miałem się tam spotkać z Amelią.
Wchodząc do tego pomieszczenia pełnego przeróżnymi książkami przywitałem się z panią Pince. Jednak bibliotekarka była zajęta pierwszoklasistą, który zapominając o zasadach jadł czekoladę w sali.
Każdy uczeń znający Irme Pince wyrył sobie w pamięci jej ostrzeżenie, które widniało w każdej książce:

"Jeśli tę książkę podrzesz, porwiesz, postrzępisz, pogniesz, pozaginasz, pomażesz, pobrudzisz, poplamisz, poślinisz czy popaćkasz, jeśli ją ciśniesz lub upuścisz albo w jakikolwiek inny sposób zbezcześcisz, uszkodzisz czy potraktujesz bez należytego szacunku, możesz się spodziewać najbardziej surowych kar, jakimi dysponuję
Irma Pince, bibliotekarka Hogwartu"

Żal mi było tego pierwszoklasistę ale jeśli chodziło o zasady panujące w bibliotece nikt nie mógł je złamać. Zaczekałem tutaj na Amelie.

(Amelie ?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz