- Cześć Lexie - przywitałem się podchodząc bliżej
- Danny.. Ale mnie wystraszyłeś - odparła - Co tu robisz?
- To samo co ty, nie mogłem zasnąć - odparłem
- Pierwsza noc zawsze jest najgorsza - przyznała - Przyzwyczaiłam się do spania w własnym łóżku
- To prawda - usiadłem obok niej na krawędzi fontanny
- Słyszałam że zapisałeś się do drużyny
- Tak, to prawda - przyznałem
- Czemu nie jesteś szukającym, byłeś najlepszy...
- Właśnie, byłem, teraz to już przeszłość
- Nadal się obwiniasz? - zapytała spoglądając mi w oczy
- Tak, bo to była moja wina
- Nie prawda, i ty o tym doskonale wiesz
- Jak uważasz, ja wiem swoje - dodałem - Nie powinniśmy wtedy grać, nic by się wtedy nie stało
- To wszystko przez pogodę, Lucy kochała deszcz, nic by ją nie powstrzymało by nie startować
- To prawda - niechętnie przyznałem
- Pewnie chciała by żebyś ty to miał - powiedziała grzebiąc w kieszeni - Trzymaj - wyciągnęła zdjęcie na którym byłem ja, Lucy, Lexie i dwóch kolegów ze starszej klasy którzy pokończyli już szkołę
- Dzięki - wziąłem od niej zdjęcie na którym siedzimy w fontannie cali przemoczeni ze śmiechem na twarzach
Właśnie wtedy Tommy z równoległego roku zepchnął nas do wody i zrobił zdjęcie które podarował swojej siostrze, czyli Lexie
- Co tam u was słychać? Jak rodzice? - zapytałem
- Dobrze, od tego zdarzenia minęło kilka lat, wszystko się jakoś poukładało, oni nigdy nie obwiniali ciebie lecz nauczyciela który dał zgodę. Wtedy też byłam na meczu i praktycznie nie widziałam swojej koleżanki która siedziała metr ode mnie. Nie rozmawiajmy już o tym - westchnęła, wiem jak jej jest ciężko
Chwilę jeszcze porozmawialiśmy o przedmiotach. Zerknąłem na zegarek. Minęła następna godzina.
- Chyba czas już wracać - przyznałem -Chodź odprowadzę cię - wstałem i poszliśmy w stronę dormitorium Ravenclaw.
- Dzięki, to do jutra - uśmiechnęła się
- Do jutra - odwzajemniłem uśmiech i poszedłem w swoją stronę
Usłyszałem przed sobą jakieś kroki. Zwolniłem i zacząłem iść po cichu jak się dało
- Lumos - ktoś zawołał i zobaczyłem dyrektorkę
Zatrzymałem się i nie wiedziałem co powiedzieć. Spojrzała się na mnie i pokiwała głową
- Żeby to mi było ostatni raz panie Kendrick - powiedziała - Takiego typu sprawy jak pogawędki proszę załatwiać rano - powiedziała
- Oczywiście- powiedziałem
- To dobranoc i żebym więcej już pana nie zastała spacerującego po zamku, bo nie sądzę że jest pan lunatykiem
Pokiwałem głową i zacząłem iść dalej
- Nox - zgasiła światło i poszła w drugą stronę
Dotarłem do dormitorium i położyłem się na swoim łóżku. W końcu udało mi się zasnąć. Nad rankiem obudził mnie Max krzątając się po pokoju w poszukiwaniu różdżki. Wstałem i ubrałem się zwinnie. Zeszliśmy na śniadanie. Byłem niewyspany, strasznie chciało mi się spać. Pierwszą lekcją miały być Eliksiry. Profesor najpierw powtarzał zasady dotyczące ważenia eliksirów, potem pozwolił zrobić wybrany przez siebie eliksir. Byłem tak bardzo śpiący że zamiast korzenia wierzby dodałem liście plującego sumaka. Kolor płynu zmienił się na ciemny fiolet. Co chwila pojawiały się bąble które pękały i nad kociołkiem rozszedł się pomarańczowy dym. Po chwili udało mi się nad tym zapanować. W końcu zakończyła się lekcja i zaczęła następna. Po całym dniu szkoły mieliśmy trening w Quidditch'a. Ciągle szukaliśmy osób do drużyny. Na boisku zastałem Lexie. Siedziała z koleżankami przeglądając jedną z książek. Dziś mieliśmy tylko poćwiczyć latanie. Po godzinie skończyliśmy i wróciliśmy do dormitorium. Następny dzień był taki sam, czyli lekcje, potem krótki trening. Gdy skończyliśmy latanie zauważyłem siostrę Lucy obok jakiegoś chłopaka. On się śmiał, a ona była blisko płaczu. Podszedłem szybko do nich by dowiedzieć się czegoś o tym zajściu
- Odwalisz się od niej? - zapytałem popychając jednego z Gryfonów
- A ty tu czego chcesz?! - warknął - Kim ty jesteś?
- Przyjacielem - odparłem powstrzymując się od uderzenia go w twarz
Chłopak wolał nie ryzykować i wycofał się razem z kolegami
- Jeszcze sobie pogadamy - rzucił
- Na pewno - uśmiechnąłem się - Czego oni chcieli? - zapytałem gdy już całkiem zniknęli nam z oczu
- Nic - odparła - Po prostu któryś z braci coś mu zrobił i teraz się mści - uśmiechnęła się - Ale już to zostawmy. Fanie wyszedł wam dziś trening
- To było raczej przypomnienie jak się lata niż trening, dwa miesiące temu siedziałem na miotle - uśmiechnąłem się
- Faktycznie - stwierdziła - To ja już idę, koleżanki czekają, dzięki
- To do zobaczenia - zacząłem iść w stronę zamku
Wszedłem do pokoju i na powitanie wskoczył na mnie Fortis. Dawno nie byłem z nim na spacerze. Przebrałem się i wziąłem smycz. Po drodze minąłem kilka osób. Nagle Fortis zauważył czyjegoś kota. Wyrwał się i pobiegł za przestraszonym zwierzęciem. Zacząłem za nim biec w nadziei że uda mi się go złapać. Nagle z jednej sali wyszła Lily i przyglądała się ze śmiechem co wyprawiam. Gdy udało mi się wreszcie złapać Fortisa zawróciłem do schodów prowadzących na dwór
- To twój pies? - zapytała dziewczyna stojąc w miejscu
- Tak, a nie wygląda? - wycedziłem przez zęby łapiąc powietrze
- Nie wiem - wzruszyła ramionami i poszła na górę
Zszedłem po schodach na zewnątrz i usiadłem chwilkę na jednej z ławek. Zobaczyłem przed sobą cień. Odwróciłem się i zobaczyłem rudowłosą dziewczynę
- Jak ty to robisz? -zapytałem - Przed chwilą byłaś na górze...
- Ale już nie jestem - uśmiechnęła się i dosiadła się
- Wiesz, nie szukam zbyt towarzystwa, a pies w zupełności mi wystarczy
- Wiem - odparła krótko dalej siedząc
Wstałem i zacząłem iść małą ścieżką prowadzącą do ogrodu
- Czemu za mną chodzisz? - zapytałem - Chcesz powisieć sobie do góry nogami na drzewie? - zażartowałem
- Nie, ale popatrzę jak ty wisisz - uśmiechnęła się
Odwróciłem się i zobaczyłem Lily, Alicię, Vanessę
- Czego chcecie? - zapytałem zatrzymując się i patrząc na Lily
- Danny.. Ale mnie wystraszyłeś - odparła - Co tu robisz?
- To samo co ty, nie mogłem zasnąć - odparłem
- Pierwsza noc zawsze jest najgorsza - przyznała - Przyzwyczaiłam się do spania w własnym łóżku
- To prawda - usiadłem obok niej na krawędzi fontanny
- Słyszałam że zapisałeś się do drużyny
- Tak, to prawda - przyznałem
- Czemu nie jesteś szukającym, byłeś najlepszy...
- Właśnie, byłem, teraz to już przeszłość
- Nadal się obwiniasz? - zapytała spoglądając mi w oczy
- Tak, bo to była moja wina
- Nie prawda, i ty o tym doskonale wiesz
- Jak uważasz, ja wiem swoje - dodałem - Nie powinniśmy wtedy grać, nic by się wtedy nie stało
- To wszystko przez pogodę, Lucy kochała deszcz, nic by ją nie powstrzymało by nie startować
- To prawda - niechętnie przyznałem
- Pewnie chciała by żebyś ty to miał - powiedziała grzebiąc w kieszeni - Trzymaj - wyciągnęła zdjęcie na którym byłem ja, Lucy, Lexie i dwóch kolegów ze starszej klasy którzy pokończyli już szkołę
- Dzięki - wziąłem od niej zdjęcie na którym siedzimy w fontannie cali przemoczeni ze śmiechem na twarzach
Właśnie wtedy Tommy z równoległego roku zepchnął nas do wody i zrobił zdjęcie które podarował swojej siostrze, czyli Lexie
- Co tam u was słychać? Jak rodzice? - zapytałem
- Dobrze, od tego zdarzenia minęło kilka lat, wszystko się jakoś poukładało, oni nigdy nie obwiniali ciebie lecz nauczyciela który dał zgodę. Wtedy też byłam na meczu i praktycznie nie widziałam swojej koleżanki która siedziała metr ode mnie. Nie rozmawiajmy już o tym - westchnęła, wiem jak jej jest ciężko
Chwilę jeszcze porozmawialiśmy o przedmiotach. Zerknąłem na zegarek. Minęła następna godzina.
- Chyba czas już wracać - przyznałem -Chodź odprowadzę cię - wstałem i poszliśmy w stronę dormitorium Ravenclaw.
- Dzięki, to do jutra - uśmiechnęła się
- Do jutra - odwzajemniłem uśmiech i poszedłem w swoją stronę
Usłyszałem przed sobą jakieś kroki. Zwolniłem i zacząłem iść po cichu jak się dało
- Lumos - ktoś zawołał i zobaczyłem dyrektorkę
Zatrzymałem się i nie wiedziałem co powiedzieć. Spojrzała się na mnie i pokiwała głową
- Żeby to mi było ostatni raz panie Kendrick - powiedziała - Takiego typu sprawy jak pogawędki proszę załatwiać rano - powiedziała
- Oczywiście- powiedziałem
- To dobranoc i żebym więcej już pana nie zastała spacerującego po zamku, bo nie sądzę że jest pan lunatykiem
Pokiwałem głową i zacząłem iść dalej
- Nox - zgasiła światło i poszła w drugą stronę
Dotarłem do dormitorium i położyłem się na swoim łóżku. W końcu udało mi się zasnąć. Nad rankiem obudził mnie Max krzątając się po pokoju w poszukiwaniu różdżki. Wstałem i ubrałem się zwinnie. Zeszliśmy na śniadanie. Byłem niewyspany, strasznie chciało mi się spać. Pierwszą lekcją miały być Eliksiry. Profesor najpierw powtarzał zasady dotyczące ważenia eliksirów, potem pozwolił zrobić wybrany przez siebie eliksir. Byłem tak bardzo śpiący że zamiast korzenia wierzby dodałem liście plującego sumaka. Kolor płynu zmienił się na ciemny fiolet. Co chwila pojawiały się bąble które pękały i nad kociołkiem rozszedł się pomarańczowy dym. Po chwili udało mi się nad tym zapanować. W końcu zakończyła się lekcja i zaczęła następna. Po całym dniu szkoły mieliśmy trening w Quidditch'a. Ciągle szukaliśmy osób do drużyny. Na boisku zastałem Lexie. Siedziała z koleżankami przeglądając jedną z książek. Dziś mieliśmy tylko poćwiczyć latanie. Po godzinie skończyliśmy i wróciliśmy do dormitorium. Następny dzień był taki sam, czyli lekcje, potem krótki trening. Gdy skończyliśmy latanie zauważyłem siostrę Lucy obok jakiegoś chłopaka. On się śmiał, a ona była blisko płaczu. Podszedłem szybko do nich by dowiedzieć się czegoś o tym zajściu
- Odwalisz się od niej? - zapytałem popychając jednego z Gryfonów
- A ty tu czego chcesz?! - warknął - Kim ty jesteś?
- Przyjacielem - odparłem powstrzymując się od uderzenia go w twarz
Chłopak wolał nie ryzykować i wycofał się razem z kolegami
- Jeszcze sobie pogadamy - rzucił
- Na pewno - uśmiechnąłem się - Czego oni chcieli? - zapytałem gdy już całkiem zniknęli nam z oczu
- Nic - odparła - Po prostu któryś z braci coś mu zrobił i teraz się mści - uśmiechnęła się - Ale już to zostawmy. Fanie wyszedł wam dziś trening
- To było raczej przypomnienie jak się lata niż trening, dwa miesiące temu siedziałem na miotle - uśmiechnąłem się
- Faktycznie - stwierdziła - To ja już idę, koleżanki czekają, dzięki
- To do zobaczenia - zacząłem iść w stronę zamku
Wszedłem do pokoju i na powitanie wskoczył na mnie Fortis. Dawno nie byłem z nim na spacerze. Przebrałem się i wziąłem smycz. Po drodze minąłem kilka osób. Nagle Fortis zauważył czyjegoś kota. Wyrwał się i pobiegł za przestraszonym zwierzęciem. Zacząłem za nim biec w nadziei że uda mi się go złapać. Nagle z jednej sali wyszła Lily i przyglądała się ze śmiechem co wyprawiam. Gdy udało mi się wreszcie złapać Fortisa zawróciłem do schodów prowadzących na dwór
- To twój pies? - zapytała dziewczyna stojąc w miejscu
- Tak, a nie wygląda? - wycedziłem przez zęby łapiąc powietrze
- Nie wiem - wzruszyła ramionami i poszła na górę
Zszedłem po schodach na zewnątrz i usiadłem chwilkę na jednej z ławek. Zobaczyłem przed sobą cień. Odwróciłem się i zobaczyłem rudowłosą dziewczynę
- Jak ty to robisz? -zapytałem - Przed chwilą byłaś na górze...
- Ale już nie jestem - uśmiechnęła się i dosiadła się
- Wiesz, nie szukam zbyt towarzystwa, a pies w zupełności mi wystarczy
- Wiem - odparła krótko dalej siedząc
Wstałem i zacząłem iść małą ścieżką prowadzącą do ogrodu
- Czemu za mną chodzisz? - zapytałem - Chcesz powisieć sobie do góry nogami na drzewie? - zażartowałem
- Nie, ale popatrzę jak ty wisisz - uśmiechnęła się
Odwróciłem się i zobaczyłem Lily, Alicię, Vanessę
- Czego chcecie? - zapytałem zatrzymując się i patrząc na Lily
(Lily?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz