piątek, 16 sierpnia 2013

Od Alicii C.D. Lucasa

- Dziękuję – szepnęłam do Lucasa po czym łagodnie zwróciłam się do dziewczynki – Kochanie, pójdziesz z nami?
- Ale… dokąd? – zapytała jeszcze trochę przestraszona – Kim wy jesteście…?
- Jestem Alicia i z tego co mówiła ma…. tamta kobieta – poprawiłam się szybko - jestem twoją siostrą
- Naprawdę? – Kiwnęłam głową – Ale… nie zrobisz mi krzywdy jak mama ani nie zostawisz tak jak tata? – zapytała z nadzieją w oczach
- Oczywiście, że nie! – zawołałam, a mała przytuliła się do mnie mocno – Zaopiekuję się tobą, obiecuję – szepnęłam jej do ucha
- Alicio, czas już na nas – powiedział Lucas
- Masz rację – przyznałam i w tym samym momencie coś mi się przypomniało – Jeszcze tylko jedna sprawa – zwróciłam się do siostry – Jak masz na imię?
- Katrina
- W porządku, teraz możemy iść – uśmiechnęłam się
Wstałam i wzięłam siostrzyczkę na ręce. Była słaba i najwidoczniej chora bo zanim doszliśmy do testrala zasnęła twardo w moich ramionach.
Kiedy już wszyscy troje siedzieliśmy na grzbiecie wierzchowca, Lucas zapytał:
- Wiesz co jej jest?
- Podejrzewam – odparłam z ciężkim westchnieniem – Ale obym się myliła
Lecieliśmy przez długie godziny, a ja miałam wrażenie, że stan Katriny zamiast się polepszać pogarszał się.
Wreszcie dolecieliśmy na miejsce Na szczęście czekała już na nas dyrektorka i pielęgniarka w pełnej gotowość.
- Pokażcie mi ją! – zażądała pani Pomfray ledwo zsiedliśmy z testrala
Podałam jej Katrinę, a ona aż krzyknęła ze zgrozy.
- Przecież ona jest bliska śmierci! – zawołała z rozpaczą – Ja jej już nie zdołam pomóc!
- Ale musi być sposób żeby wyzdrowiała! – zawołałam bliska płaczu, a Lucas objął mnie ramieniem
- Jest sposób – powiedziała profesor McGonagaill – Trzeba ją zabrać do Szpitala Świętego Munga i to jak najszybciej
- Dobrze – zgodziłam się – Pójdę z nią
- Nie! – zawołali chórem Lucas i nauczycielki
- Obiecałam jej, że nie będzie sama – powiedziałam stanowczo – Dotrzymam obietnicy
- W takim razie nie traćmy czasu – zarządziła dyrektorka – Skorzystacie z Sieci Fiu w moim gabinecie.
Po tych słowach ruszyła szparkim krokiem do szkoły, a pani Pomfray szła zaraz za nią, niosąc moją siostrę. Chciałam za nimi isć, ale powstrzymał mnie Lucas.

(Lucas?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz