Szłam właśnie szkolnym korytarzem, spiesząc się na zajęcia z profesor Sprout, gdy nagle poczułam jak ktoś wylewa mi na głowę wiadro zimnej wody. Spojrzałam niepewnie w górę, ale jak zwykle nic nie zobaczyłam."Irytek", pomyślałam wyciskając wodę z włosów. Ten gad się chyba na mnie uwziął. Już w pierwszej klasie stałam się jego ulubioną ofiarą i teraz nie ma dnia, w którym nie spłatałby mi figla. Westchnęłam ciężko i już miałam ruszyć dalej, kiedy wszystkie moje książki zaczęły unosić się delikatnie ku górze. Nie no, tego już za wiele.
-Iryt!- krzyknęłam, próbując złapać moją pracę domową.- Pożałujesz tego!
W odpowiedzi, usłyszałam jedynie złośliwy chichot. Spojrzałam na oddalające się podręczniki i chcąc, nie chcąc ruszyłam biegiem za nimi. Przeleciałam błyskawicznie przez parę klas, co chwilę wołając "Przepraszam" oraz "Z drogi". Byłam już niedaleko wyjścia ze szkoły, gdy nagle wpadłam na jakąś dziewczynę.
-Przepraszam, to było niechcący, ja...ja naprawdę nie chciałam. Po prostu tak wyszło i...- zaczęłam się jąkać
<Annabell?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz