Ja i Armin szliśmy razem korytarzem, podczas popołudniowej przerwy. Był dla mnie jak brat. Zawsze. Znaliśmy się od kołyski i nasza przyjaźń, na całe szczęście, przetrwała. Mieliśmy także jedno wspólne i wielkie marzenie- oboje chcieliśmy zostać aurorami.
- Co teraz mamy?- spytałam leniwie. Ten dzień miał w sobie jakiś ciężar.
- Ja numerologię, a ty starożytne runy- odpowiedział z rozbawieniem.
Skrzywiłam się i westchnęłam. Oczywiście uwielbiałam runy, ale jakoś nie miałam ochoty na ten przedmiot.
- Dobra…- ziewnęłam i kontynuowałam.- Muszę lecieć. Jeśli się spóźnię Babbling mnie zabije. A jak na razie nie śpieszy mi się na tamten świat.
- W porządku. Spotkamy się po lekcjach w bibliotece?- spytał.
- Pewnie- odwzajemniłam uśmiech i ruszyłam w stronę klasy.
Oparłam się czołem o zimną ścianę i zamknęłam oczy, wyczekując dźwięku dzwonka. Zamiast tego usłyszałam jednak czyjś głos przy swoim uchu.
(Dokończy ktoś?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz