czwartek, 15 sierpnia 2013

Od Alicii C.D. Lucasa

Schowaliśmy się w krzakach i przeczekaliśmy aż strażnicy dostatecznie się zbliżą. Potem oboje wyskoczyliśmy z ukrycia i krzyknęliśmy: 
- Petryficus Totalus! 
Strażnicy padli bezwładnie na ziemię, a my pobiegliśmy do wejścia do zamku. W środku nie było już żadnych strażników, co mnie zaniepokoiło. 
Nagle dobiegły nas przeraźliwe krzyki i huki. Dobiegały one z wieży w której prawdopodobnie był mój ojciec. Rzuciłam się biegiem po schodach na piętro, a Lucas był tuż za mną.
Kiedy już dotarliśmy na górę, stanęłam jak wryta. W wieży były trzy osoby. Mój ojciec leżał w kącie pokoju, jęcząc cicho. Bardzo chciałam do niego podbiec, ale Lucas mi na to nie pozwolił.
- Patrz tam! - szepnął, wskazując ręką na środek pokoju
Kiedy go posłuchałam zobaczyłam jakąś kobietę. Przyglądał ona stylem do szyi małej, może jedenastoletniej dziewczynce.
- No i co Frank? - kobieta zwróciła sie do mojego ojca - Powiesz mi gdzie ona jest?
- Nie! - jęknął tata - Nigdy Ci nie powiem gdzie jest moja córka
- No cóż, w takim razie nie jesteś mi już potrzebny - powiedziała, wyjęła różdźkę z niesamowitą szybkością i warknęła - Avada Kedavra!
Blysnelo, a ojciec osunął sie bez źycia na ziemie.
- Nie! - krzyknęłam

(Lucas?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz