Obudził mnie przeszywający ból w skroniach. Poruszylam się lekko, ale ból jeszcze bardziej się nasilił. Jęknęłam cicho i otworzyłam oczy. Nie bylam w Skrzydle szpitalnym, ani nawet w moim dormitorium. To miejsce bylo mi jednocześnie obce, ale i dziwnie znajome.....
Nad sobą zobaczyłam twarz czarnowłosego ślizgona. A więc byłam w lochach!
- No nareszcie - powiedział chłopak lekko zniecierpliwiony
Nie odpowiedziałam tylko poderwałam się gwałtownie na nogi. Chciałam jak najszybciej się od niego uwolnić. Po tym co zrobił mnie i Lly wiedziałam, że mogę się po nim spodziewać wszystkiego co najgorsze.
Niestety nie udało mi sie zrobić nawet paru kroków bo ból głowy eksplodował z nową siłą. W rezultacie zachwiałam się i byłabym upadła gdyby Kendrick mnie nie podtrzymał.
- Uważaj Sonorus - powiedział spokojnie - Nieźle gruchnęłaś o te schody więc teraz potrzebujesz asysty - to ostatnie powiedział tak jadowitym tonem, że miałam ochotę mu przyłożyć.
Jednakże nie pozwoliła mi na to duma czarodziejki. Nie zamierzałam się zniżać do jego poziomu więc powiedziałam tylko:
- Lepiej dla ciebie żebyś mnie odprowadził do pokoju - ku mojemu zaskoczeniu chłopak z uporem pokręcił głową - Widzę, że chcesz mieć jeszcze większe kłopoty niż teraz - skwitowałam
- Nie chcę, ale póki co musisz tu zostać
- Niby czemu?
(Danny?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz