- No jasne, mógłbyś się chyba tego domyśleć - warknąłem
- Jako kto? - kontynuował
- Ścigający - powiedziałem - W tamtym roku też nim byłem, a dwa lata temu to szukającym
- Szukającym?
- Tak, ale uległem kontuzji
- Co ci było?
- Nie twoja sprawa
- Gadaj!
- Wypchaj się - odwróciłem się i zacząłem odchodzić lecz chłopak szedł za mną
Zacząłem iść w stronę dormitorium
- Czego ty ode mnie chcesz?!
- Odpowiedzi - odrzekł krótko
- To jej nie dostaniesz - warknąłem
Przypomniałem sobie ulewny dzień w którym graliśmy. Przez deszcz nic kompletnie nie było widać. Wygrywaliśmy dziesięcioma punktami. Nagle tłuczek uderzył w moją miotłę. Rozkojarzyłem się przez to i nie zauważyłem Lucy. Nie zdążyłem jej ominąć i wpadłem na nią. Zaczęliśmy spadać w dół. Próbowałem wyciągnąć różdżkę i użyć zaklęcia by nas uratować, lecz nie mogłem jej wyciągnąć. Potem nie pamiętam już nic. Obudziłem się w szpitalu. Przy łóżku czekła dyrektorka, by powiedzieć bardzo smutną i złą wiadomość. Okazało się że Lucy Rodfern nie żyje. Nie mogłem w to uwierzyć. Po tygodniu dotarło to do mnie. Rodzice zabrali mnie do domu lecz, nic nie pomogło, wszystko mnie denerwowało. Byłem zły. Podobno kiedyś byłem miły , zabawny, zupełne przeciwieństwo teraźniejszości. Teraz szukam odosobnienia i spokoju. Bardzo się zmieniłem od tamtego czasu. Każdy mnie denerwuje i irytuje Ciągle gdy przechodzę obok boiska mam wyrzuty sumienia. Może to poczucie winy? Może mogłem ją uratować gdybym nie zemdlał? To na zawsze zostanie zagadką
- Zaraz mi to wyjawisz - uśmiechnął się dobywając różdżkę
Odwróciłem się w jego stronę i spojrzałem na chłopaka
- Co mówiłeś? - zapytałem jakby wyrwany ze snu
- Legilimens! - skierował różdżkę w moją stronę - Zaraz się dowiem co masz do ukrycia
- Ty głupi durniu - podszedłem do niego popychając i zabierając różdżkę
- Oblivat.. - zacząłem lecz na korytarzu pojawił się profesor
Szybko się opanowałem i wyrzuciłem różdżkę
- Co tu się dzieje - powiedział powoli
- Użył na mnie zaklęcia i wkradł się do moich wspomnień - powiedziałem zniżyłem głos - Do wspomnień sprzed dwóch lat - dodałem na co profesor zmienił ton
- Musimy sobie coś wyjaśnić panie Maximilianie odnośnie czytania w myślach. Zapraszam do gabinetu - zwrócił się do niego
- Ty udaj się do swojego dormitorium - polecił i zaczął iść z Maxem do swojej sali
- Zapewne nic nie wiesz o wydarzeniu z przed dwóch lat?
Max pokręcił przecząco głową. Dalej nie udało mi się podsłuchać gdyż znikli za drzwiami gabinetu. Wróciłem do pokoju i usiadłem na swoim łóżku chowając twarz w dłoniach. Po kilku minutach wrócił Max.
(Max?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz