No nie, i bądź tu człowieku miłym; pomyślałem.
Tak chciał się ten cham zabawić - proszę bardzo!
- Z zaskoczenia łatwo kogoś załatwić, nie? Co powiesz na pojedynek?
- Załatwię Cię - mruknął, wyciągając różdżkę.
- Już się boję - zadrwiłem.
- Expelliarmus! - krzyknął.
- Protego! - moje zaklęcie obroniło mnie. - Densaugeo!
On również użył zaklęcia-tarczy i pojedynek na pewno toczyłby się dalej, gdyby nie ten głupi opiekun Gryfonów, Danvers.
- No panowie! - machnął różdżką i z nasze różdżki wylądowały na jego otwartej dłoni. - Minus 10 punktów dla Slytherinu i porozmawiacie z opiekunem. Sam zawiadomię profesora Slughorna i oddam mu to - pomachał różdżkami przed naszymi twarzami. - Nie zbliżać się do siebie, bo powiadomię rodziców i panią dyrektor. Do widzenia - uśmiechnął się i odszedł.
Tak bardzo działał mi na nerwy.
Obejrzałem się na tego głupiego chłopaka.
- Ale z ciebie gamoń. Zadowolony? - wolnym krokiem zacząłem iść w stronę wyjścia z zamku.
(Danny?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz