Znowu ta cholerna szkoła i te cholerne zasady. Chyba pobiłam rekord w zdobywaniu szlabanów... Oczywiście wszystkie wstawione przez "uroczą" profesor McGonagall. Jakoś tak nie polubiłam jej. Zresztą z wzajemnością! Aktualnie siedzę w Wielkiej Sali i słucham gadania tego starego kapelusza. Nic specjalnego, głupia pioseneczka, przydział pierwszaków... Niech to już się kończy! Flictwik bierze Tiarę i stołek, a teraz wstaje nasza "ukochana" dyrektorka. Nigdy nie słucham jej przemowy, to dlaczego teraz ma to się zmienić? Na stole pojawiają się potrawy, biorę trochę wszystkiego na talerz i wychodzę z sali. Pewnie dostanę szlaban, ale co mnie to obchodzi? Schodzę do lochów i kieruję się do mojego Domu, Slytherinu. Szepczę hasło i wchodzę do środka. Tak jak sądziłam. Pustki. Wspinam się po schodach i kieruję się do mojego prywatnego dormitorium. Jednak tabliczka z imionami jakichś osób wytrąca mnie z równowagi. Wbiegam do środka. Przy oknie stoi profesor Horacy.
- Thori, właśnie na Ciebie czekałem. W tym roku nie będziesz miała prywatnego dormitorium. Zamieszkają z tobą koleżanki, które powinny się tu zaraz zjawić. - mówi.
Otwieram szerzej oczy.
- NIE BĘDĘ MIESZKAŁA Z JAKIMIŚ DZIEWCZYNAMI! CHCĘ MOJE PRYWATNE DORMITORIUM! - wybucham.
Profesor Slughorn wzrusza ramionami i wychodzi z pokoju. Rzucam się wściekła na łóżko przy oknie. Obok mnie siedzi mój kochany pies - Demon.
- Co to ma znaczyć, mały. Wiesz może? - pytam.
On patrzy na mnie tylko tymi swoimi brązowymi oczami. Wyciągam paczkę papierosów z kufra i zapalam jednego.
- Ten rok będzie do kitu czuję to. - mówię zaciągając się dymem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz