Spacerowałam po błoniach, chcąc choć trochę odpocząć po skończonych lekcjach. Miałam mnóstwo prac domowych do odrobienia, ale póki co nie zamierzałam się za nie zabierać. Musiałam odpocząć...
Nagle usłyszałam jakieś krzyki i gwizdy dobiegające znad jeziora. Od razu tam pobiegłam i zobaczyłam grupę ślizgonów stojących wokół jednej z wierzb. Do drzewa była przywiązana za kostkę rudowłosa dziewczyna. Zaraz! Przecież to Lily Inmate! Kojarzyłam ją bo niedość, że obie byłyśmy na piątym roku to jeszcze należąłyśmy do jednego domu.
Dziewczyna krzyczała i szamotała się na uwięzi co najwyraźniej sprawiało obserwującym ją ślizgonom dziką radość bo zaśmiewali się do rozpuku i rzucali drwiące komentarze.
Nie miałam zamiaru dłużej patrzeć jak zabawiali się kosztem dziewczyny.
- Zostawcie ją! - krzyknęłam, podchodząc z wyciągnętą różdźką.
Ślizgoni spojrzeli na mnie zaskoczeni, ale zaraz potem wybuchnęli jeszcze głośniejszym śmiechem.
- Proszę, proszę! - jeden z nich wystąpił na przód z szyderczym uśmieszkien na ustach - Sonorus ma miękkie serduszko! Jak uroczo! - zadrwił
- Nie obchodzą mnie twoje popisy Kendrick - odparłam obojętnie - Powiedziałam, że macie ją wypuścić inaczej sama to zrobię!
- Jasne, jasne! Przecież ty masz mniej mocy od mojego psa! - zawołał
Na ogół ciężko jest mnie wyprowadzić z równowagi, ale Kendrickowi się udało. Postanowiłam dać jemu i jego kolegom taką nauczkę żeby nigdy już ne ruszyli ani mnie ani Lily ani nikogo z Ravenclawu. Mimo szału w jaki wpadłam nie straciłam głowy. Nie byłam na tyle głupia żeby z nimi wszystkimi walczyć więc postanowiłam użyć podstępu.
- Protego - szepnęłam najpierw, otaczając tarczą siebie i Lily, a następnie wycelowałam różdźkę nie w ślozgonów, ale w drzewo na którym wisiała dziewczyna i krzyknęłam - Expulso!
W rezultacie ślizgoni, którzy stali w pobliżu wierzby zostali odepchnięci o dobre kilkaset metrów, a niektórzy nawet wpadli do jeziora. Zanim którykolwiek z nich zdążył się pozbierać i chodźby wyciągnąć różdźkę podbiegłam do Lily i mruknęłam, celując różdźką w więzy:
- Diffindo
Więzy puściły, a ja szybko podtrzymałam rudowłosą żeby nie upadła.
- Nic Ci się nie stało? - zapytałam, a ona pokręciła przecząco głową - To dobrze. Chodź, odprowadzę Cię do naszego pokoju wspólnego - zaproponowałam
Lily się zgodziła więc szybko opuściłyśmy miejsce zdażenia. Kiedy jednak znalazłyśmy się w pobliżu wejścia do zamku dogonił na czarnowłosy ślizgon. Ten sam, który jeszcze parę minut temu ze mnie drwił. Teraz był cały mokry. a włosy miał pozlepiane szlamem z jeziora.
(Danny?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz