wtorek, 13 sierpnia 2013

Od Annabell

Siedziałam przy drzewie. Miałam na kolanach Sali, która sobie słodko chrapała. Chciałam się poduczyć zielarstwa. Gruba książka... a nic w niej nie było. Myślałam, że zaraz zwariuję. Niedługo kartkówka, a ja nic nie umiem. Powoli wstałam. Pies zeszedł ze mnie i się na mnie popatrzył. 
- Nie chce mi się, idę odłożyć książkę. Idziesz ze mną?
Sali merdała ogonkiem i ruszyłyśmy w stronę biblioteki. Po krótkim spacerku doszłyśmy. Wkładałam książkę w regał. Ktoś szedł z górą książek i zachwiał się. parę książek na mnie spadało.
- Ałć... Rabujesz bibliotekę? - uśmiechnęłam się i złapałam się za głowę.
- Heh, próbuję się uczyć. Nic ci nie jest ?
- Nie, daję radę.
- Jass - podał mi rękę.
- Annabell - powtórzyłam gest.
- Jak pisze sie twoje imię? 
- A n n a b e l l - przeliterowałam.
- A nie przez jedno "n"?  
- Mama dała mi jeszcze jedno "n" dlatego, że ona miała na imię Natalie, taka pamiątka po niej - uśmiechnęłam się.
- Przykro mi.
- Nie szkodzi. Po co ci tyle książek i do czego ? - popatrzyłam w stronę ich. 


< Jass ? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz