poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Od Thori

- Demon idziemy na spacer. - mówię przypinając smycz do obroży psa. Widzę ten szatański uśmieszek na jego mordce. Wyprowadzam go z dormitorium mijając kilku Ślizgonówi i Ślizgonek. Z nikim się nie przyjaźnię, ani nawet nie koleguję. Po co skoro i tak zostawią mnie kiedy najbardziej tego potrzebuję? Zawiodłam się już tyle razy, że daję już sobie z tym spokój. Przez tych wszystkich ludzi jestem, kim jestem. Podobno kiedyś się uśmiechałam i bez przerwy śmiałam. Nie pamiętam już tego. Teraz jestem arogancka, wredna i złośliwa... Moim jedynym przyjacielem jest Demon. On mnie nigdy nie zostawi. Zawsze będzie przy mnie. Wychodzę z Pokoju Wspólnego i wychodzę z lochów. Przechodzę głównym korytarzem, otwieram drzwi i już jestem na błoniach. Kieruję się wprost pod moje drzewo. Siadam pod nim i odpinam smycz od obroży Demona. On zaraz zaczyna biegać i podskakiwać. Wygląda jak pokraka, zwłaszcza, że rośnie i nogi ma dłuższe niż resztę ciała. Zamykam oczy i opieram się wygodnie o drzewo. W głowie mam moją ulubioną piosenkę.
- Hej, mogę się dosiąść? - słyszę. Zdziwiona odwracam głowę. Jeszcze nikt od czwartej klasy mnie o to nie zapytał...
- Wiesz jakoś tak, nie lubię ludzi, więc nie obiecuję, że to będzie miłe przeżycie. - uprzedzam i przesuwam się kawałek, aby osoba mogła usiąść. 

<Hej, dokończy ktoś może?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz